Determinacja…. Czy jestem wystarczająco konsekwentna?

Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Niejednokrotnie rozprawiasz z kimś cały wieczór nad sensem życia, pod lupę bierzesz każdą prawdę życiową, oglądasz ją niczym próbkę laboratoryjną pod mikroskopem i z tego nie wynika nic. Masz wrażenie, że pół wieczoru zmarnowałaś. Bywa jednak tak (żałuję, że tak rzadko), że „wpadasz” na kogoś nieoczekiwanie i z ust tej przypadkowo napotkanej osoby słyszysz jedno zdanie. Wypowiedziane mimochodem. I ta rozmowa znaczy dla ciebie więcej niż godziny spędzone na analizie wszelakich prawd życiowych. Też tak czasem masz?

Kilka tygodni temu spotkałam znajomą, od której usłyszałam takie oto zdanie:

Moim uczniom powtarzam: nie poddawajcie się zbyt szybko. Prawda jest taka, że kiedy po raz pierwszy zderzacie się ze ścianą, możecie pochopnie uznać, że się do czegoś nie nadajecie… Mimo tego próbujcie dalej. Na początku wszystko wydaje się być trudne. Wtedy z automatu pojawia się „myśl-zaraza”, aby daną rzecz zarzucić, poddać się… Nikt przecież nie chce czuć się „do niczego”. Pamiętajcie jednak, że czasem potrzeba czasu, by trybiki w maszynie zaskoczyły. Bądźcie więc wytrwali. W końcu przyjdzie ten moment, kiedy to coś, co wydawało wam się niemożliwe do zrobienia, będzie w zasięgu waszej ręki.

Kiedy usłyszałam tę wypowiedź oraz idącą za nią historię, przeżyłam swój „aha moment”. Wiesz, tę cudowną chwilę olśnienia, kiedy „coś” sobie dobitnie uświadamiasz. Co ciekawe, w tym zdaniu nie było nic odkrywczego. Podobne mądrości życiowe słyszałam wielokrotnie. W swoim życiu przeczytałam masę książek o rozwoju osobistym, wyznaczaniu i osiąganiu celów. We wszystkich przeczytasz, że konsekwencja i upór w dążeniu do celu jest bardzo ważnym składnikiem sukcesu. I ja się z tym zgadzam. Gdyby ktoś wyrwał mnie ze snu w środku nocy i zapytał „hej, jaki jest przepis na sukces?”, wyrecytowałabym na jednym wdechu „upór, determinacja i konsekwencja”.

Dzisiejszy wpis postanowiłam więc poświęcić determinacji oraz konsekwencji w działaniu i podzielić się z tobą kilkoma przemyśleniami, które wpadły mi do głowy po naszym spotkaniu.

W dzieciństwie wielokrotnie słyszałam, że „mam słomiany zapał” albo że „jestem w gorącej wodzie kąpana”. Tamtego dnia zadałam sobie pytanie: „Czy jestem wystarczająco zdeterminowana i konsekwentna?” Odpowiedź przyszła bardzo szybko. I tak i nie 🙂 Jak każdy pewnie.

 

WIERNA SWOIM WIZJOM I MARZENIOM

W takim ogólnym rozrachunku, kiedy patrzę na moje życie z lotu ptaka, mogę powiedzieć, że jestem wytrwała. Wytrwała w swoich dążeniach, wierna moim wizjom i marzeniom. Zazwyczaj jest tak, że jak już sobie coś postanowię, to najczęściej to się dzieje. Kiedy mówię, że coś zrobię, to to robię. Jest jednak pewne „ale”, o którym wspomnę za chwilę.

Teraz chcę ci podać kilka dowodów „mej wierności” 😉 Kiedy chodziłam do liceum, marzyłam o tym, by zamieszkać w dużym mieście. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się być to śmiesznym pragnieniem, jednak w tamtym czasie (czyli jakieś 20 lat temu) perspektywa przeprowadzki do miasta większego niż moja rodzinna miejscowość wydawała mi się bardzo odległa, nieosiągalna, wręcz niemożliwa do spełnienia. Mimo wewnętrznego głosu, który powtarzał „nie uda ci się, nie uda ci się…”, każdego roku na mojej liście marzeń umieszczałam: „życie w dużym mieście”. I choć na ten moment przyszło mi czekać 7-8 lat, było warto. W styczniu 2006 roku zamieszkałam na drugim końcu Polski, w pięknym Gdańsku, nad moim ukochanym Bałtykiem. Sama. Z dala od rodziny, przyjaciół, dalszych znajomych. W Trójmieście nie znałam nikogo. Nie to się jednak liczyło. Oto spełniałam moje marzenie z dzieciństwa. A nawet dwa. Rozpoczynałam życie na własną rękę w dużym mieście, a do tego przeprowadzałam się nad morze.

Przyszedł też taki moment, kiedy postanowiłam wyjechać do Anglii. Bardzo zależało mi na tym, by pracę znaleźć jeszcze mieszkając w Polsce. To był mój warunek. Nie wyobrażałam sobie, że chodzę od miejsca do miejsca z CV w ręku i łamanym angielskim pytam, czy ktoś miałby ochotę mnie zatrudnić. Wysyłałam więc mailem dziesiątki życiorysów i listów motywacyjnych z nadzieją, że ktoś odpisze. Sporo wody w Wiśle musiało upłynąć, nim zadzwonił telefon, a ja wyjechałam. Kolejny raz sama. Ponownie pomimo strachu i lęku. Znowu pełna obaw, jak to będzie, co to będzie, co zastanę na miejscu. Cały proces zajął mi prawie rok. Od chwili wysłania pierwszego maila do momentu wyjazdu minęło ponad 11 miesięcy. I żeby nie było. Po drodze miałam okresy zwątpienia. Pojawiały się myśli, że wysyłanie maili może nic mi nie dać, że być może powinnam zaryzykować. Wyjechać i pracy szukać na miejscu. Trwałam jednak przy swoim postanowieniu i to pomimo że czas upływał, a ja coraz częściej podważałam sukces tego przedsięwzięcia. Szczęśliwa oferta pojawiła się w najmniej oczekiwanym momencie w najmniej spodziewanym miejscu. Na lokalnym portalu internetowym.

Takich przykładów „wierności” posiadam w moim życiu kilka. Mam też cele i marzenia, których wciąż nie osiągnęłam. Dziś ich nie mam, ale to nie znaczy, że ich nigdy mieć nie będę. Nawet jeśli teraz nie widzę takiej możliwości. Nie mam domu z ogrodem, choć wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy go sobie wybuduję. Nie otworzyłam też firmy, choć bardzo bym chciała. Nie mam męża i dzieci, ale któż to wie, co przyszłość przyniesie. Wiem jedno na pewno. Warto się starać. Warto marzyć i działać.

 

OD OGÓŁU DO SZCZEGÓŁU

To były moje wizje i marzenia. Im jestem wierna. Gorzej, kiedy te marzenia trzeba przekuć w konkretne powtarzalne działania. Z tym już bywa gorzej. Jednym z moich życiowych priorytetów jest zdrowie. Ze zdrowiem bywa niestety tak, że doceniamy je dopiero w momencie, kiedy je stracimy. Tak na co dzień trudno odmówić sobie papieroska, jeśli to nasz nałóg. Z trudem wyrobić nawyk regularnych ćwiczeń. Ciężko ciągle odmawiać sobie słodkości, tłustego jedzenia. Czasem cholernie trudno zadbać nawet o dobry sen. Nasze w tym nieszczęście, że negatywne konsekwencje zaniechania w temacie zdrowia przychodzą z opóźnieniem. Często kilkuletnim. Niby chcemy żyć zdrowo, ale jakoś nam nie idzie. Mamy więc te okresy, kiedy ostro bierzemy się za siebie i momenty zupełnego poluzowania szelek. Temat zbyt dobrze mi znany.

Pomijając kwestie zdrowia, lista moich grzechów i przykładów, kiedy brak mi determinacji w działaniu, jest długa i szeroka. Obiecałam regularne wpisy na blogu i co? Miała być relacja z projektu półmaratonu, relacja z projektu „od flaka do szcześciopaka” i co? Nie było ani jednego, ani drugiego i to pomimo, że od początku roku ćwiczę w miarę regularnie. W półmaratonie też udział wzięłam. I to nawet w dwóch 🙂 W Legnicy 8go kwietnia, a tydzień później 15go kwietnia w Budapeszcie. Tak jakoś wyszło spontanicznie 🙂 Jeśli czytała(e)ś ten wpis, wiesz, że chciałam ukończyć bieg w czasie krótszym niż dwie godziny. Celu nie osiągnęłam. Powiem więcej. W Legnicy uzyskałam najgorszy wynik w całej mojej historii biegowej. W Budapeszcie było lepiej, ale też nie zrobiłam życiówki, choć trenowałam kilka razy w tygodniu. Cóż… widocznie to było za mało. Widocznie coś robiłam nie tak. Czy z tego powodu miałabym się poddać i więcej nie próbować? Nie. Nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z zaistniałą sytuacją, przeanalizować tygodnie przygotowań, wyciągnąć wnioski. A następnie iść dalej.

Jak widać nawet konsekwentne trzymanie się planu nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty. Zastanawia mnie jednak coś innego. Dlaczego w przypadku niektórych działań o tę determinację łatwiej, w przypadku innych ciężko mi się wywiązać z danego słowa. Oto, do czego doszłam.

 

SKĄD SIĘ BIERZE DETERMINACJA I DLACZEGO RAZ JĄ MAM A RAZ NIE

Determinacja bierze się u mnie z serca. Z tego, kim jestem. Stad, że odkrywam wizję, która wyraża „prawdziwą mnie” (jakkolwiek by to nie zabrzmiało), moje wewnętrzne ja, moje prawdziwe pragnienia. Nie wizję, która przekonuje mnie intelektualnie, logicznie. Nie stąd, że mi ktoś coś kazał. Że wymyśliłam sobie, że będę to i to robić, choć nie do końca to moja bajka. Albo że racjonalnie sobie wytłumaczę, że to jest dobre, takie oto kroki powinnam popełnić, bo tak wypada i trzeba. Determinacja pojawia się, kiedy w głębi serca czuję, że coś jest dla mnie odpowiednie i do mnie pasuje. Wszystko inne będzie wymagało ode mnie sporo wysiłku, o wiele (!!!) większych nakładów pracy, pokładów energii, o którą, nie ukrywam, czasem u mnie trudno.

Bycie konsekwentną nie zawsze jest łatwe nawet wtedy, kiedy dane zadanie jest zgodne z moją wizją. Gdy mam wewnętrzne opory, by się za coś zabrać, szukam w sobie motywacji. Stosuję kilka technik, o których pisałam w tym artykule, choć wciąż wyznaję zasadę, że motywacja bierze się z działania, a nie odwrotnie.

Ostatnio też odkryłam kolejny sposób, który bardzo do mnie przemawia. Australijska pisarka Bronnie Ware wydała książkę „Czego najbardziej żałują umierający”, w której opisała rozmowy ze swoimi pacjentami, ich refleksje i wyznania w obliczu śmierci. Lektura dająca do myślenia, otwierająca oczy na to, co w życiu jest naprawdę ważne. Więc kiedy po raz kolejny borykam się z brakiem konsekwencji, zadaję sobie pytanie: czego w życiu nie chciałabym nigdy żałować. I jeśli dana rzecz w jakikolwiek sposób nawiązuje do odpowiedzi, które w sobie znajduję, dużo łatwiej zmobilizować mi się do działania.

Ciebie również zachęcam do poszukania w sobie podobnych wewnętrznych motywatorów i zadawania od czasu do czasu analogicznych pytań. Życzę ci także odnalezienia zgodności, o której pisałam wyżej.

 

JESTEŚ UPARTA JAK OSIOŁ, CZYLI PLUSY I MINUSY DETERMINACJI

Na zakończenie kilka ostatnich refleksji.

Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, to kiedy robię to, co powinnam, lubię siebie bardziej. Mam wrażenie, że jestem lepszym człowiekiem. Czuję się szczęśliwa, że pomimo trudności i oporu, potrafię się zdyscyplinować. Poza tym bardziej się doceniam, mam lepsze nastawienie do siebie i rzeczywistości wokół mnie. Rośnie moja samoocena. Ma to o tyle znaczenie, że wizerunek, jaki noszę w sobie, jest automatycznie widoczny na zewnątrz. Im lepiej siebie oceniam, tym bardziej w siebie w wierzę. Im bardziej w siebie wierzę, tym osiągam więcej.

Każde ćwiczenie dyscypliny w jednej dziedzinie, wzmacnia samodyscyplinę w pozostałych obszarach. Analogicznie, każda słabość jednej, osłabia dyscyplinę w innym obszarze. Kiedy więc ćwiczę regularnie, automatycznie zdrowo się odżywiam. Gdy zawalę się jedno, kuleję też gdzie indziej.

Determinacja buduje nawyki. Charles Duhigg napisał kiedyś, że 95% czynności, które wykonujemy to nawyki i automatyczne reakcje, a tylko 5% robimy na mocy świadomego wyboru. Nawyk samodyscypliny można rozwinąć poprzez praktykowanie i powtarzanie. Ludzie zdeterminowani zmuszają się do tego, by robić to, co trzeba w danej chwili. A ponieważ robią to codziennie, wchodzi im to w krew.

Z drugiej strony…. Można konsekwentnie, z uporem maniaka, popełniać te same błędy, nie wyciągać wniosków i dziwić się, że od życia dostajemy te same lekcje. Można po trupach dążyć do celu, nie zważając na nic, ani na nikogo, raniąc masę ludzi wokół. Można być na tyle zdeterminowanym (?), by nie podać ręki drugiej osobie, chować przez lata urazę, choć nic wielkiego się nie stało. Można konsekwentnie upierać się przy swoim zdaniu, być zamkniętym na opinię drugiego człowieka. Na to, że tego chcemy czy nie, świat się zmienia, a my musimy się do nowej rzeczywistości dostosować. Można konsekwentnie narzekać na wszystko i wszystkich, biczować się każdego dnia, być leniwym i nie dostrzegać szans, które daje nam życie. Ale czy to wciąż determinacja, czy aby przypadkiem już nie głupota?

I z tym pytaniem zostawiam cię dzisiaj. Jeśli masz ochotę dodać coś od siebie, zostaw komentarz. Chętnie wysłucham twojej opinii w tym temacie.

 

 

******************************************************

Na zakończenie chcę cię poprosić o wypełnienie króciutkiej ANONIMOWEJ ANKIETY , która pozwoli mi zbadać jak bardzo proponowane przeze mnie treści są dla ciebie przydatne i czy są napisane prostym i zrozumiałym językiem. Uzupełnienie ankiety zamie ci raptem 5 sekund, a jeśli zdecydujesz się rozwinąć swoją wypowiedź, maksymalnie 1 minutę. Twoja odpowiedź jest dla mnie szczególnie ważna, gdyż pozwoli mi ona rozwijać mój warsztat, ulepszać proponowane treści na blogu i dostosowywać je do Twoich potrzeb. Dziękuję 🙂


Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o