Dieta Dąbrowskiej doświadczenia po pięciu tygodniach. NOWA RELACJA


22 maja – dzień dwudziesty dziewiąty

Przesunęłam jedno oczko w pasku od spodni. Czuję się też zdecydowanie lepiej niż w poprzednim tygodniu, lżej mi na żołądku, mam większą motywację, by kontynuować post, choć wzrostu energii jako takiej nadal brak. Jakoś mnie jeszcze po domu nie roznosi. Fizycznie czuję się dobrze, nie towarzyszy mi uczucie głodu, no chyba że psychiczne w chwilach stresujących. Za to zdecydowanie do postu podchodzę mniej entuzjastycznie niż za pierwszym razem. Wtedy cieszyłam się jak dziecko poznając nowe smaki. Na tyle, że podjęłam ostateczną decyzję, by swoją dietę opierać wyłącznie na produktach pochodzenia roślinnego, przy okazji namawiając do zmiany nawyków żywieniowych i do przeprowadzenia postu rodzinę i znajomych. Teraz już jest spokojnie, robię po prostu swoje. Ale też, szczerze powiedziawszy, nie mogę doczekać się powrotu do „normalności”.

Porównując moje dwa posty, teraz jem zdecydowanie bardziej różnorodnie. Nie wiem, czy widać to po moim menu, ale staram się jeść zróżnicowane obiady. Już dziś mam kilka pomysłów na nowe posiłki, które mam zamiar wkrótce przygotować, a moje już nie postne menu wzbogacę o niektóre potrawy z tegorocznej edycji diety dr Dąbrowskiej.

Poza tym cieszę się bardzo na lepszy i głębszy sen i dzięki temu lżejsze poranki, kiedy to nie muszę 10 razy przestawiać budzika, bo oczu nie mogę otworzyć. Człowiek wyspany, to człowiek szczęśliwy.

 

Menu:

  • Śniadanie 7.45 – czerwony koktajl
  • Obiad: 13.00 – bigos postny
  • Kolacja 18.30 – surówka z marchewki i jabłka
  • W ciągu dnia: woda 2 l

 

23 maja – dzień trzydziesty

Dobrze rozpoczęłam dzień 🙂 Szklanka ciepłej wody z imbirem i cytryną plus ćwiczenia i pyszny koktajl. Lubię te poranne 10 minut pracy nad mięśniami brzucha. Nie powiem, że zawsze mam jakąś wielką ochotę je robić, ale momenty kryzysowe zdarzają mi się rzadko. Zdecydowanie rzadziej, niż te związane z samą dietą. Na razie spektakularnych efektów ćwiczeń brak, ale zdawałam sobie sprawę, że praca nad tą partią ciała nie może się ograniczać wyłącznie do tradycyjnych brzuszków, tylko musi być połączona z ćwiczeniami kardio. Poza tym nie łatwo jest uruchomić mięsień poprzeczny brzucha, a to on w dużej mierze odpowiada za płaski brzuszek. Staram się więc na tyle, ile mogę, pracować nad prawidłowym wykonywaniem mojego zestawu dla początkujących, co powoduje, że po miesiącu wciąż niektóre ćwiczenia robi m się dosyć ciężko. W związku z tym jeszcze nie mam ochoty stawiać sobie wyższej poprzeczki.

W pracy kolorowo na talerzu i znajomi dopytywali, co też pysznego ugotowałam. Chciało się jeść oczami 🙂 Poza tym wszystko po staremu.

 

Menu:

  • Śniadanie 7.30 – czerwony koktajl
  • Obiad: 13.00 – faszerowana cukinia + kapusta kiszona i kiełki brokuła
  • Kolacja 18.30 – grejpfrut
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

24 maja – dzień trzydziesty pierwszy

Dziś był dzień sałatkowy.  Wyjadam przed podróżą zapasy z lodówki. Powinnam zdecydowanie więcej jeść zieleniny w formie sałatek i surówek, bo do tej pory królowały u mnie koktajle. Zakup blendera kielichowego był zdecydowanie jednym z lepszych posunięć ostatnich miesięcy i teraz nie wyobrażam sobie, aby dnia nie zacząć od dawki zmielonych warzyw liściastych.

W ostatnich dniach staram się pić więcej wody, aby zagłuszyć chęć zjedzenia czegoś słodkiego. Śmieję się, że to jest mój kryzys ozdrowieńczy. Nieodparta chęć zjedzenia czekolady. Również i w tej edycji postu nie przechodziłam takiego klasycznego kryzysu ozdrowieńczego, z nawrotami przebytych chorób, powaleniem do łóżka na parę dni, ale kryzysy słodyczowe dopadają mnie co chwilę. To niesamowite jak człowiek może się uzależnić od pewnych produktów. Tyle się poświęca walce z uzależnieniami od alkoholu, papierosów, narkotyków, coraz częściej mówi się o uzależnieniu od internetu, a tak mało o uzależnieniu od cukru. A to też może zdominować nasze życie i równie niekorzystnie wpływa na zdrowie. Biorąc pod uwagę jakie szkody wyrządza nadmierne spożycie cukru, poza tym plaga zachorowań na choroby cywilizacyjne, które wiążą się bezpośrednio ze złym odżywianiem, dziwi mnie, że do teraz nie zorganizowano żadnej kampanii uświadamiającej Polaków, jak ważne jest prawidłowe odżywianie, nie ogłoszono głośno, że produkty zwierzęce oraz żywność przetworzona wpływają niekorzystnie na nasz organizm, zwiększają zachorowalność na raka. Ale rozumiem, że przemysł  mięsny i mleczarski by na takie coś nigdy nie pozwolił.

 

Menu:

  • Śniadanie 7.30 – sałatka warzywna
  • Obiad: 13.00 – cukinia faszerowana i surówka z warzyw
  • Kolacja 18.30 – sałatka warzywna + duże jabłko
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

25 maja – dzień trzydziesty drugi

Dziś podróżuję do Polski z pierwszą turą rzeczy. Przeprowadzkę czas zacząć. Już podczas wczorajszego wieczornego pakowania doszłam do wniosku, że nim wyruszę w ostatnią podróż z Budapesztu do domu, będę na pewno musiała kursować między Węgrami a Polską 3 razy. Na tyle pozwala mi urlop. Na początek zabrałam artykuły gospodarstwa domowego: mikser, krajalnicę do warzyw, żaroodporne naczynia, czyli rzeczy, które zajmują najwięcej miejsca, a których zostawiać w Budapeszcie nie chcę. Mnóstwo innych równie ważnych rzeczy czeka jeszcze do zabrania. Plusem przeprowadzek jest to, że są dobrą okazją do odgruzowywania życia i pozbywania się zbędnych rupieci. Sterta ubrań, w których od dłuższego czasu nie chodzę, już jest odłożona do wyrzucenia, gorzej ze sprzętem kuchennym. Mimo że z natury jestem minimalistką i nie kupuję tak zwanych zbieraczy kurzu, to jednak mój sprzęt gospodarstwa domowego w ciągu ostatnich lat mocno się powiększył, bo lubię i gotować, i piec. Teraz więc trzeba to wszystko jakoś przewieźć do Polski.

Ten tydzień ze względu na pakowanie i przeprowadzkę mija mi bardzo szybko. Już prawie weekend, a co za tym idzie do końca postu zostało niewiele czasu. Ogólny stan samopoczucia oceniam jako dobry, choć szczerze powiedziawszy oczekiwania miałam ciut większe. Czytając o diecie Dąbrowskiej wiedziałam, że niektóre ozdrowienia nie są możliwe po pierwszym poście i potrzeba na nie więcej czasu. Byłam więc ciekawa, co też mnie teraz spotka. Ponieważ pierwszy post przechodziłam wyjątkowo „bezboleśnie”, bez kryzysów, namacalnych ozdrowień, zastanawiało mnie, czy teraz będzie bardziej spektakularnie. A tu jest bardzo podobnie.

 

Menu:

  • Śniadanie 9.00 – zielony koktajl
  • Obiad: 13.30 – spaghetti z cukinii z warzywami
  • Kolacja 19.30 – warzywa pokrojone w słupki
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

26 maj – dzień trzydziesty trzeci

W Polsce. Po nieprzespanej nocy aż dziwie się, że cały dzień miałam sporo energii. Do domu dotarłam na 7.00 rano, więc jeszcze zdążyłam pogadać z mamą, odprowadzić ją do pracy, zrobić zakupy, ugotować obiad, poćwiczyć, odwiedzić babcię i funkcjonować na pełnych obrotach aż do wieczora bez momentu na drzemkę. Piękna pogoda zachęcała do spaceru na świeżym powietrzu, więc szkoda mi było marnować czas na spanie.

Wizyty w Polsce są zawsze ciężkie ze względu na wszechobecność słodyczy, babcię, która świadoma uwielbienia swojej wnuczki do słodkiego, zawsze mnie zaopatrzy w ciasteczka, cukierki, chrupki i inne niezdrowe rzeczy. Więc trzeba walczyć z silną wolą jeszcze mocniej ograniczając przy tym dyskusję na temat jedzenia z 89-letnią babcią do minimum. W takich momentach po prostu marzę o tym, by post się zakończył, mogłabym wówczas przygotować jakieś zdrowsze desery, zabrać je do babci i uniknąć tłumaczenia, dlaczego nic nie jem.

 

Menu:

  • Śniadanie 7.30 – jabłko
  • Drugie śniadanie 10.30 – zielony koktajl, marchewka + ogórek pokrojone w słupki
  • Obiad 15.30 – leczo
  • Kolacja 19.00 – jabłko
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

27 maj – dzień trzydziesty czwarty

Widzę, że czeka mnie dużo pracy nad poprawą sylwetki, godziny ćwiczeń siłowych i kardio. Tym razem nie ma spektakularnego gubienia kilogramów. Obwody w brzuchu, na udach zmniejszają się bardzo powoli. Ma to oczywiście swoje dobre strony, ale człowiek mimo wszystko jest głupi i czasem wbrew rozsądkowi liczy na to, że dieta załatwi wszystko i to w tak krótkim czasie. Często więc muszę powtarzać sobie, że i na płaski brzuch przyjdzie czas, wymaga to wysiłku i cierpliwości. Ale osiągnę swój cel. To, co mi post zdecydowanie daje, to takiego porządnego kopa na sam początek. Tak na zachętę. Zbyt dobrze pamiętam pierwszy dzień, kiedy spodnie wpijały się w ciało niemiłosiernie, a brzuch wylewał się na boki, by narzekać na to, jak wyglądam teraz. Może nie wyglądam wciąż jak Chodakowska i nigdy nie będę, bo nią po prostu nie jestem, ale nie mogę powiedzieć, że efektów przejścia na dietę brak. Lata wahań wagi, chudnięcia i tycia plus omijanie siłowni szerokim łukiem robią swoje, ale poprawa kondycji i wyglądu jest jak najbardziej możliwa. I choć na razie wydaje mi się, że wszystko to jakoś opornie idzie, to wciąż sobie powtarzam, że nie wolno się poddawać.

Cera zaczyna mi się poprawiać. Zacznę twarz jeszcze częściej wystawiać do słońca, wtedy nabiorę koloru i będzie jeszcze lepiej. Po poście zacznę ją też porządnie nawilżać, bo na razie ograniczałam użycie kremów do minimum, by nie zakłócać procesu oczyszczania. Przez cały okres postu przestałam się też malować, więc możesz sobie wyobrazić, że nie wyglądam zbyt zachęcająco i świeżo. Ale za to bardzo naturalnie. Brak makijażu nigdy nie stanowił dla mnie problemu. W tej chwili najbardziej czekam na wizytę u fryzjera, bo włosy wymagają odświeżenia i to one moim zdaniem najbardziej nadają twarzy zdrowy i ładny wygląd, a nie puder na policzkach i maskara na rzęsach.

 

Menu:

  • Śniadanie 10.00 – zielony koktajl
  • Obiad 15.30 – leczo
  • Kolacja 19.00 – jabłko
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

28 maj – dzień trzydziesty piąty

Koniec piątego tygodnia postu i znowu kryzys żywieniowy. Nie zrozum mnie źle. Posiłki smakują mi bardzo bardzo, jeszcze lepiej niż przy poprzednim poście, na warzywa wciąż mogę patrzeć i jem je z przyjemnością, ale te wszechobecne słodycze wymagają ode mnie sporo silnej woli i walki ze starym nawykiem. Z tego powodu na dzień dzisiejszy trochę przeraża mnie perspektywa zakończenia diety, bo nie wiem, na ile starczy mi silnej woli do walki z nałogiem. Mówi się, choć nie dam sobie ręki uciąć, że potrzeba około 3 miesięcy, by przeszła ochota na słodkie, a ja mam wrażenie, że całe moje życie będę toczyć tę batalię.

Eh, muszę popracować nad odpowiednim nastawieniem i zmianą myślenia, bo zdecydowanie zbyt wiele uwagi poświęcam słodyczom i stąd być może tak częste kryzysy.

Ale podsumowując…. W tym tygodniu nie było nowych efektów związanych z postem. Centymetry i waga nie uległy zmianie w stosunku do poprzedniego tygodnia. Zdecydowanie jednak lepiej śpię i mam więcej energii rano, mimo że jej brak w godzinach popołudniowych i wieczornych doskwiera. Paznokcie wciąż w znakomitym stanie, włosy przestały wypadać w nadmiernych ilościach. Skóra na ciele sucha (taka widocznie już jej uroda), wygląd cery ulega poprawie. Ćwiczenia sprawiają mi frajdę i już dziś czekam na interwały, które wycisną ze mnie siódme poty. Ale to jeszcze tydzień. Przede mną ostatnie 7 dni postu dr Dąbrowskiej. Trzymaj kciuki za finisz. Do zobaczenia w finale w następny poniedziałek.

Menu:

  • Śniadanie 11.00 – zupa z botwinki
  • Obiad 14.30 – zielony koktajl
  • Przekąska 18.00 – jabłko
  • Kolacja 19.00 – sałatka warzywna
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

Podsumowanie czwartego tygodnia w liczbach:

  • Waga: 63 kg
  • Brzuch: 84 cm (pomiary wzięte z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
  • Udo: 50,5 cm
  • Łydka: 35,5 cm

 


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz