Dieta Dąbrowskiej – efekty po 3 tygodniach NOWA RELACJA


8 maja – dieta Dąbrowskiej – dzień piętnasty

Dzień rozpoczął się tradycyjnie od szklanki ciepłej wody z cytryną i imbirem oraz ćwiczeń na mięśnie brzucha (jeśli jesteś zainteresowany(a), link do mojego ulubionego 10 minutowego zestawu znajdziesz tutaj). Jak dla mnie ranek to zdecydowanie najlepsza pora na aktywność fizyczną, jestem się w stanie zmobilizować do wysiłku bez zbędnego ociągania, a i reszta dnia po dawce dobrego treningu wygląda dużo bardziej przyjemnie i produktywnie. Im dłużej robię ćwiczenia, tym częściej odkrywam, że… coraz trudniej mi niektóre wykonać. To dlatego, że cały czas doskonalę technikę. Okazuje się, że wystarczy podnieść nogę 5 centymetrów wyżej, by poziom trudności zwiększył się kilkukrotnie, a mięśnie zaczęły palić.
Dieta Dąbrowskiej – Organizm wciąż dobrze reaguje na kurację owocowo-warzywną, nie mam kryzysów ozdrowieńczych, głód mi nie dokucza. Często nawet odnoszę wrażenie, jakbym nie była na diecie. Przy pierwszym poście jakoś bardziej zwracałam uwagę na to, co jem, byłam świadoma narzuconych ograniczeń, więcej czasu poświęcałam diecie, myśleniu jakie posiłki przygotować, samemu gotowaniu. Tym razem odwrotnie. Czas szybko leci aż ciężko uwierzyć, że w niedzielę będę na półmetku. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że czuję się dobrze.

Menu:
• Śniadanie 8.00 – garść kapusty kiszonej
• Obiad 13.00 – zapiekanka warzywna
• Kolacja 21.00 – jabłko
• W ciągu dnia: woda 2 l

9 maja – dzień szesnasty

Tu się wczoraj pochwaliłam, a dziś dopadł mnie lekki kryzys. Nic wielkiego, po prostu bardzo, ale to bardzo chce mi się czegoś słodkiego. W taki standardowy dzień pewnie kupiłabym tabliczkę czekolady albo ciastka oreo i jadłabym, oj jadła 🙂 W tej chwili pozostaje mi tylko delektować się smakiem jabłek. Poza tym po dzisiejszym dniu zauważyłam, że zdecydowanie częściej powinnam jeść kapustę kiszoną, bo bardzo dobrze wpływa na moje jelita. Poza tym bez zmian.

Menu:
• Śniadanie 10.00 – zielony koktajl
• Obiad 13.00 – zupa brokułowa
• Przekąska 16.00 – garść kapusty kiszonej
• Kolacja 18.00 – surówka z marchewki i jabłka, 2 jabłka
• W ciągu dnia: woda 2 l

10 maja – dzień siedemnasty

Muszę przyznać, że znowu męczą mnie „słodkie zachcianki”. Wieczorem zjadłam 4 jabłka, by zagłuszyć tę wielką potrzebę rzucenia się na czekoladę. Niestety pojawił się spadek nastroju i motywacji, a co za tym idzie odezwały się stare przyzwyczajenia: zajadanie emocji. Ten tydzień obfituje jednak w wiele stresujących wydarzeń, które sprzyjają jedzeniu kompulsywnemu, więc wyjadam zawartość lodówki i co chwile spoglądam na leżące w kuchni słodziutkie jabłka. A brzuch źle to znosi, pojawiają się wzdęcia i ociężałość.
Z pozytywnych stron (bo trzeba zawsze zauważać szklankę do połowy pełną) – dostrzegam poprawę kondycji włosów. Nie przetłuszczają się tak często i wypada ich znacznie mniej niż przed postem. Innych objawów oczyszczania organizmu, o których jeszcze nie wspominałam, nie zaobserwowałam. Wciąż czekam na poprawę cery. O dobrym śnie już nie wspomnę.

Menu:
• Śniadanie 10.00 – zielony koktajl
• Obiad 13.00 – zupa brokułowa
• Przekąska 16.00 – garść kapusty kiszonej
• Kolacja 18.00 – 4 jabłka, marchewka
• W ciągu dnia: woda 2 l

11 maja – dzień osiemnasty

Ważny dzień w pracy dla mnie i mojego zespołu. Poinformowałam wszystkich, że odchodzę z firmy i wyjeżdżam z kraju. Nastąpiła cisza, pytań brak. Chcę wierzyć, że czasem potrzeba radykalnie odciąć się od tego, co sprawia ból. Nie wiem, co mnie po powrocie do Polski czeka, nie wiem nawet, czy dobrą decyzję podejmuję, ale dłużej już tkwić w obecnej sytuacji nie mogę. Po zakończeniu spotkania posypały się gratulacje i rady, że powinnam podróżować, świat zwiedzać. A ja po raz pierwszy w życiu nie mam pojęcia, co ze sobą zrobić. Po raz pierwszy nie mam nic w zanadrzu. Nic, co zapewni mi wikt i opierunek na najbliższe miesiące. Pracować na etacie nie chcę, muszę przez moment odpocząć. Może ten czas zaowocuje dobrymi pomysłami na przyszłość, wyklarują się cele. Póki co energię planuję skupić na promocji bloga, choć to zadanie tak niepewne, że nie wiem, czy nie porywam się z motyką na słońce…
Post był (i wciąż jest) dla mnie swego rodzaju początkiem mej symbolicznej przemiany. Najłatwiej jest popracować nad sylwetką, potem będzie czas na poważniejszy remont w innych sferach życia. Jak zawsze w procesie zmian bywają wzloty i upadki, chwile radości i smutku. Od dwóch dni obserwuję u siebie zdecydowany spadek nastroju i motywacji. Za to apetyt na niezdrowe jedzenie rośnie. Ale walczę. Jem jabłka, po których i tak nie najlepiej się czuję, więc mam wyrzuty sumienia, eh… Poza tym bez zmian.

Menu:
• Śniadanie 9.30 – grejpfrut
• Obiad 13.00 – sałatka warzywna
• Kolacja 18.00 – zielony koktajl i 3 jabłka
• W ciągu dnia: woda 2 l

12 maja – dzień dziewiętnasty

Piątek weekendu początek. Powoli docieram do końca trzeciego tygodnia i muszę powiedzieć, że to zdecydowanie najtrudniejszy okres podczas całego postu. Ogólnie na zdrowie nie mogę narzekać, fizycznego głodu nie odczuwam, wręcz przeciwnie. Psychicznie jest za to gorzej: miewam dołki, wahania nastrojów, przez co też nie mogę się niczym najeść. Dziś cały dzień miałam ochotę na coś porządnie przyprawionego, wyrazistego, ostrego. Był za to kalafior zapiekany w sosie pomidorowym, który na szczęście ujarzmił trochę moje ślinianki. Mam też nowe postne postanowienie – ograniczyć ilość zjadanych jabłek do minimum. Nie wpływają na mnie najlepiej – powodują wzdęcia i wzmagają uczucie ciężkości. Może masz dla mnie jakąś radę i sprawdzony sposób, aby uniknąć tego typu kłopotów?

Menu:
• Śniadanie 9.00 – grejpfrut
• Obiad 13.00 – kalafior pieczony
• Kolacja 19.00 – kalafior pieczony + 2 jabłka
• W ciągu dnia: woda 1.5 l

13 maja – dzień dwudziesty

Sobota leniwa. Dokończyłam rano artykuł na temat pracy i życia za granicą (zajrzyj tutaj, ciekawa jestem twojego spojrzenia na sprawę), następnie wzięłam się za odgruzowywanie mieszkania. Powoli myślę o przeprowadzce i zastanawiam się, jak to sensownie rozegrać. Mimo że jestem minimalistką, to jednak kilkoma funkcjonalnymi rzeczami jestem otoczona i „na raz” na pewno się nie zabiorę. Wątpię, aby udało mi się na dwa razy. W takich momentach nie mogę uwierzyć, że będąc dzieckiem marzyłam, aby się często przeprowadzać. Teraz widzę, że muszę bardziej przyglądać się moim marzeniom, bo rzeczywiście się spełniają 😉
O nowych efektach postu niestety nie jestem w stanie zbyt wiele powiedzieć. Uczciwie mówiąc ten tydzień nie obfitował w zmiany. Oprócz gorszego nastroju (nie sądzę, aby dieta miała w tym jakikolwiek udział) zauważyłam nieznaczne pogorszenie kondycji skóry. Po kilkunastu dniach dobrego wyglądu, dziś skóra na nogach na powrót wydaje się być bardzo przesuszona. Może taki to dzień. Na ostateczny osąd zdecydowanie pozostanie mi trochę poczekać. Jutro podsumowanie.

Menu:
• Śniadanie 12.00 – zielony koktajl
• Obiadokolacja 18.00 – zupa brokułowa, jabłko
• Przekąska 15.00 – 2 marchewki
• W ciągu dnia: woda 1.5 l

14 maja – dzień dwudziesty pierwszy

I tak oto dotarłam do końca kolejnego tygodnia. To było zdecydowanie 7 najdziwniejszych dni w ciągu całego tego okresu. Wspominałam o tym wielokrotnie, ale po raz pierwszy miałam ochotę zjeść coś innego niż warzywa. Pachniały mi sery zapiekane w piekarniku, pachniało nawet mięso, którego nie jem od 4 lat. Czułam się jak w reklamie kawy, kiedy śpisz, a nagle aromat dochodzący z kawiarni powoduje, że niczym lunatyk idziesz po omacku za cudownym zapachem świeżo przyrządzonej kawusi. Tak się właśnie w tym tygodniu czułam. Kusiło mnie wszystko, najmniej warzywa. Organizm spragniony słodkości domagał się dawki endorfin, które zazwyczaj mu obficie dostarczam. Cieszę się więc, że ten tydzień się skończył.
Podsumowanie w liczbach jest dokładnym odzwierciedleniem tego, jak wyglądał ten czas. Waga nie drgnęła w porównaniu do ubiegłego tygodnia, pozostałe wartości również bez zmian. Nie zdziwiłam się wcale, biorąc pod uwagę towarzyszące mi wzdęcia i uczucie przejedzenia. No cóż, trzeba wytrwać, nie poddawać się, ani nie zniechęcać. Jestem już w połowie diety Dąbrowskiej i wiem, że post szybko minie. Mam tylko nadzieję, że poprawa kondycji włosów to nie chwilowy kaprys organizmu, a trwała zmiana i wygląd mojej „szczeciny” będzie się wciąż poprawiał. Czekam więc na kolejny tydzień wierząc, że przyniesie więcej pozytywnych zmian.
Do zobaczenia w poniedziałek!

Menu:
• Śniadanie 10.00 – surówka z marchewki i jabłka
• Obiadokolacja 14.00 – zupa brokułowa, 2 jabłka
• W ciągu dnia: woda 2 l

Podsumowanie trzeciego tygodnia w liczbach

Waga: 64 kg
Brzuch: 87 (pomiary wzięte z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
Udo: 53 cm
Łydka: 36 cm

 dieta dąbrowskiej

 

Poznaj moje poprzednie relacje:

  1. Efekty po pierwszym tygodniu
  2. Efekty po dwóch tygodniach
  3. Efekty po 6 tygodniach diety – relacja z 2016 roku

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz