Dieta dr Dąbrowskiej doświadczenia po 4 tygodniach – NOWA RELACJA


15 maja – dzień dwudziesty drugi

Kolejny tydzień z dietą dr Dąbrowskiej rozpoczęty. Dziś, co zupełnie nie jest zaskoczeniem, nie odczuwałam większych zmian w samopoczuciu i wyglądzie w stosunku do poprzednich dni. Wciąż cierpię na brak energii, dokuczają mi spadki nastroju, nie zauważam także jakiejś znaczącej poprawy wyglądu cery, itp. Po doświadczeniach z poprzedniego tygodnia, by przynajmniej trochę „ruszyć z wagą”, staram się wykluczać z jadłospisu jabłka, co nie zawsze mi się udaje, gotować urozmaicone posiłki, co też nie zawsze mi się udaje. Ale się nie poddaję.

Na szczęście dla mnie nie jestem z tych osób, które nie są w stanie jeść trzy razy tego samego posiłku pod rząd, co często widać po moim jadłospisie. Gotując na trzy dni ograniczam jednak godziny spędzane w kuchni do minimum i nie mam wrażenia, że jakoś nad wyraz zabiera mi to czas wolny. Ponadto staram się jeść dania, które nie wymagają długiego czasu przygotowania, które też mogę spokojnie zamrozić (np. zupy, leczo). W weekend zawsze myślę o jadłospisie na kolejne 7 dni, planuję, co chciałabym zjeść, robię większe zakupy i gotuję na zapas, by nie wyrzucać szybko psujących się warzyw, a dania spokojnie zamrozić. Taki system sprawdza się u mnie doskonale.

O tym jak ważne podczas diety dr Dąbrowskiej jest planowanie posiłków, pisałam troszkę w artykule jak się najlepiej przygotować do diety. Wspominałam także o innych rzeczach, które warto zrobić przed przystąpieniem do postu. Zajrzyj, jeśli masz ochotę.

 

Menu:

  • Śniadanie 9.30 – zielony koktajl
  • Obiadokolacja 12.00 – spaghetti z sosem warzywnym
  • Kolacja 19.30 – zupa brokułowa
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

16 maj – dzień dwudziesty trzeci

Kupiłam bilety do Polski na pierwszą turę przeprowadzki. Mam nadzieję, że zabiorę się na 3 razy. Czasem czuję się jak studentka, bez samochodu, własnego mieszkania, wiecznie przemieszczająca się, na walizkach – mieszkająca 5 lat tu, 5 lat tam. A gdzie czas na stabilizację? Taka sytuacja ma oczywiście swoje plusy, życie i praca zagranicą nauczyły mnie wiele (tutaj dowiesz się czego dokładnie), jednak marzy mi się dzień, w którym osiądę w jednym miejscu i poczuję, że to jest mój zakątek na ziemi i nie chcę się już nigdzie ruszać. Póki co jestem wiecznie poszukującą i podróżującą.

Dietę wciąż przechodzi mi się ciężko ze względu na zachcianki. Nie widzę gołym okiem nowych zmian w ciele, samopoczuciu. Wciąż także zbyt wiele mi się śni, abym budziła się wypoczęta i pełna energii. Ma to oczywiście związek z powrotem do Polski, zostawieniem swojego życia tu w Budapeszcie. Dużo o wszystkim myślę, czy dobrze robię, co na mnie czeka, a mózg na swój sposób to w nocy jeszcze przetrawia. Dziś na przykład spałam 8 godzin, a kiedy zadzwonił alarm, oczu nie mogłam otworzyć. Poza tym czuję, że zaczynam być powoli coraz słabsza. Za każdym razem kiedy wstaję z kanapy/ krzesła/ łóżka, robi mi przez moment się czarno przed oczami. Podobnie było przy pierwszym poście w 2016. Innych przełomowych momentów brak.

Menu:

  • Śniadanie 8.00 – zielony koktajl
  • Obiad 12.30 – spaghetti z sosem warzywnym
  • Kolacja 19.00 – jabłko, marchewka, grejpfrut
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

17 maj – dzień dwudziesty czwarty

Coraz ciężej mi wytrzymać na poście. Dziś miałam wielką ochotę na to, by zjeść coś słodkiego, a w głowie kołatały mi myśli: przerwać, nie przerwać, przerwać, nie przerwać. Brak mi motywacji do dalszego poszczenia, ale nie chcę oczywiście ulegać pokusie, bo wiem, że gdybym dziś odpuściła, natychmiast zjadłabym tabliczkę czekolady. A do starych nawyków nie mogę wrócić. Po prostu nie mogę!

Przyznam szczerze, że cotygodniowe relacje z przebiegu postu bardzo pomagają mi się nie złamać i widzieć w tym większy sens. Ponieważ od 1.5 tygodnia brakuje mi namacalnych efektów poszczenia, mój entuzjazm też już nie jest tak wielki jak na początku. Waga utrzymuje się na stałym poziomie, w okolicach talii zalega warstwa tłuszczyku, która nie chce się zmniejszać. Motywuję się więc jak tylko mogę i powtarzam sobie, że małymi kroczkami osiągnę swój cel, a kryzys przejdzie. Poza tym za kilka dni minie miesiąc odkąd jestem na diecie, po tym zostaną tylko dwa tygodnie do jej końca. A to już przecież nic. Marzy mi się już jednak sałatka z takim kremowym awokado, z czerwoną fasolą, polana sosem słodko-kwaśnym na bazie musztardy i syropu z agawy. Albo jakiś inny owoc, a nie tylko te jabłka, które miałam ograniczyć, ale z potrzeby zjedzenia czegoś słodkiego, dalej je uparcie jem.

Dziś mieliśmy spotkanie integracyjne z ludźmi z pracy, które zakończyło się wspólnym obiadem w restauracji „all inclusive”. U mnie na talerzu różne sałaty, pomidory, kapusta, marchewka, w szklance woda z cytryną, a u kolegów i koleżanek zupa szparagowa, sosiki, ananasy, arbuzy i góra słodyczy. I wszystko pachniało nieznośnie. Nie twierdzę, że to zdrowe i warte zjedzenia, ale szczególnie dziś wspólny obiad nie ułatwiał mego poszczenia. A do tego te komentarze. Nie pijesz alkoholu? Sałata tylko? Jesz jabłko? W restauracji „all inclusive”? Eh…

Menu:

  • Śniadanie 8.30 – zielony koktajl
  • Przekąska 13.00 – jabłko
  • Obiad 13.30 – bukiet sałatek, jabłko
  • Kolacja 19.00 – 2 jabłka, 2 marchewki,
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

18 maj – dzień dwudziesty piąty

Dziś po raz pierwszy obudziłam się wypoczęta jeszcze przed budzikiem. Jadłam „czysto”, wykluczyłam jabłka, tak więc wieczorem nie czułam się ani przepełniona, ani opuchnięta. Po raz pierwszy od 1.5 tygodnia nie miałam też wielkiej ochoty na słodycze… Nowość 😉

Od jakiegoś czasu ponownie obserwuję skórę. Muszę powiedzieć, że jest różnie. Raz wydaje mi się, że jej kondycja się poprawia, innym razem mam wrażenie, że jest sucha jak zawsze. Brak mi tutaj jakiegoś stałego trendu. Czy komuś z was udało się poprawić jej wygląd (pozbyć się przede wszystkim tej suchości) dzięki diecie? Jak na razie wciąż najbardziej zadowolona jestem z kondycji paznokci, poprawił się ich wygląd, są twarde, przestały się rozdwajać.

 

Menu:

  • Śniadanie 9.30 – zielony koktajl
  • Obiad 13.30 – spaghetti z sosem warzywnym
  • Kolacja 19.00 – sałatka warzywna
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

 

19 maja – dzień dwudziesty szósty

Właśnie wróciłam z imprezy firmowej dla osób, które ze względu na redukcję etatów, zostały zmuszone do zmiany zespołów. Niestety takie są uroki pracy w korporacji, nigdy nie wiadomo, czy twoje stanowisko nie zostanie zlikwidowane i przeniesione do innego kraju. Był taki okres, kiedy wydawało mi się, że mój zespół jest bezpieczny, głównie to do naszego centrum spływały projekty, rzadko coś przechodziło od nas dalej. Aż w tym roku mnóstwo zmian. Plus całej sytuacji jest taki, że kto chciał zostać w firmie, znalazł sobie miejsce w innym zespole. Pod tym względem firma stara się pomóc jak tylko może i umożliwić każdemu kontynuację zatrudnienia, co bardzo sobie cenię.

Wieczorne spotkanie ze znajomymi suto było zakrapiane wodą 😉 Zamiast lampki wina, królowała mineralna z cytryną. Ale nie narzekam. Nie jestem z tych osób, które muszą coś wypić, by fajnie spędzać czas. Bawię się równie dobrze bez grama alkoholu.

Dziś też wyjątkowo dobrze smakowało mi śniadanie. Jak widać po moim postnym jadłospisie śniadania opieram na koktajlach, głównie zielonych. Dziś wyjątkowo było na czerwono. Zmiksowałam garść jarmużu, buraka, jabłko, marchewkę, dodałam sok z połowy cytryny i filiżankę wody i nie mogłam się najeść. Poza tym moje podniebienie zachwycił bigos postny, na tyle, że postanowiłam podzielić się z tobą przepisem 🙂

Nowych efektów diety mimo wszystko brak.

Menu:

  • Śniadanie 7.30 – czerwony koktajl
  • Obiad 13.30 – bigos postny
  • Kolacja 19.00 – surówka z marchewki i jabłka, bigos postny
  • W ciągu dnia: woda 2 l

 

 

20 maja – dzień dwudziesty siódmy

 

Od kilku dni zaczynam się wysypiać, a nawet wstaję przed alarmem, czyli 6.00 – 6.30. Wreszcie poczułam co to znaczy dobry sen, płynne wybudzanie, bez szarpania, przestawiania budzika. Lubię to uczucie, poranek wygląda całkiem inaczej, na wszystko jest czas. I na ćwiczenia, i na spokojne śniadanie, a jeszcze człowiek w końcu przestaje się spóźniać do pracy ;-). Oby ten stan utrzymał się jak najdłużej.

Po tygodniu stagnacji czuję też, że waga ciała ponownie „ruszyła”. Spodnie stają się ciut luźniejsze, choć warstwa tłuszczyku wokół brzucha dalej się utrzymuje. Pozbędę się jej, jak tylko wprowadzę trening interwałowy. Planuję jednak dopiero po poście. Prawdę mówiąc nie wiem, jakich jeszcze efektów mogłabym się spodziewać. Cały czas swoje wrażenia porównuję do tych z pierwszego postu. Wtedy między innymi zwróciłam uwagę na to, jak bardzo zmieniły mi się smaki. Obecnie od wielu miesięcy i tak jadłam głównie wegańsko, sałatki warzywne pawie każdego dnia, do jarzyn mój organizm zdążył się więc przyzwyczaić. Przyglądam się więc bacznie swemu ciału, cóż mi pozostaje. Patrzę co jakiś czas na nogi (pajączki wciąż są), na ręce (blizna jak była, tak jest). Okulary wciąż muszę nosić, wzrok mi się nie chce poprawić… Na cuda jednak nie liczę. Chyba tylko przypływ energii byłby czymś nowym, czego jeszcze podczas tego postu nie doświadczyłam, a na co czekam z utęsknieniem.

 

Menu:

  • Śniadanie 09.00 – zielony koktajl
  • Obiad 14.00 – sałatka warzywna, jabłko
  • Kolacja 19.00 – jabłko, bigos postny
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

 

21 maja – dzień dwudziesty ósmy

 

Ah, to był dzień wyjątkowo leniwy. Po weekendzie pełnym popołudniowych i wieczornych wyjść, dziś relaks w domu. Przyszedł także czas na małe podsumowanie czwartego tygodnia. Poniedziałek, wtorek i środa (szczególnie) to była walka ze sobą, w mojej głowie rozgrywała się niezła batalia, czy aby przypadkiem nie rzucić tego wszystkiego w cholerę. Ochota na słodycze nie odstępowała mnie na krok. Na szczęście wygrała jasna strona mocy. Poza tymi jak to mówią po każdej burzy przychodzi słońce, więc druga połowa tygodnia pod każdym względem była zdecydowanie lepsza. Przestałam tak mocno myśleć o słodkościach, udało mi się pozbyć kilku centymetrów w pasie i w udach, a także (co mnie cieszy najbardziej), rano wstaję wypoczęta. Czuję więc, że energia powoli będzie przychodzić, a jej pierwszym objawem był właśnie dobry, relaksujący sen. Jak zwykle bacznie też będę obserwować cerę oraz skórę na rękach i nogach, ponieważ nie do końca jestem zadowolona z jej wyglądu. Do końca postu zostały jednak jeszcze dwa tygodnie, więc wszystko może się zdarzyć.

 

Menu:

  • Śniadanie 11.45 – zielony koktajl
  • Obiadokolacja 19.00 – bigos postny
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

Podsumowanie czwartego tygodnia w liczbach:

  • Waga: 63 kg
  • Brzuch: 84
  • Udo: 51 cm
  • Łydka: 35.5 cm

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz