Dieta dr Dąbrowskiej – efekty po dwóch tygodniach NOWA RELACJA


dieta dr Dąbrowskiej efekty

1 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień ósmy

Dziś rozpoczęłam kolejny tydzień postu. Pierwsze 7 dni, muszę powiedzieć, znosiłam całkiem dobrze, potem nastąpił lekki kryzys. Dzień ósmy przyniósł na szczęście więcej energii. Dieta dr Dąbrowskiej efekty z kolejnego tygodnia poniżej.
Budzik zadzwonił o 6.30. Zapomniałam go wyłączyć, a dzień wolny od pracy. Od tej w biurze, bo praca nad wpisami na bloga wre. Poranek zaczęłam właśnie od tego, więc nastąpiło lekkie opóźnienie i śniadanie zjadłam na obiad 🙂
Czuję, że mój organizm powoli przestawia się na odżywianie endogenne. W ostatnich dwóch dniach głodu nie odczuwałam prawie wcale i wątpię, aby późne śniadanio-obiady były efektem tego, że tak bardzo pochłania mnie praca. Na języku pojawił się biały nalot, a to też oznaka, że organizm uwalnia toksyny. Cieszę się jak dziecko 🙂 Poza tym samopoczucie w porządku.

Menu:

  • Śniadanie 13.30 – zielony koktajl
  • Obiad 15.00 – marchewka
  • Podwieczorek 16.30 – jabłko
  • Kolacja 21.00 – zupa kapuściana
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 1.4 l

 

2 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień dziewiąty

Muszę zadbać o dobry sen, bo ledwo wstałam z łóżka. Wszystko robiłam w biegu, nie było już czasu na śniadanie, a i tak spóźniłam się do pracy. A ja lubię robić wszystko w swoim tempie. Bardzo cenię sobie mój poranny rytuał: na spokojnie piję ciepłą wodę, poćwiczę, następnie prysznic, śniadanie i wychodzę do pracy. Człowiek niepotrzebnie zbyt często się spieszy i nie ma okazji, by celebrować poranki. Ja dziś zdecydowanie należę do tych osób.

Post – Żołądek powoli orientuje się, że nie ma tam nic prócz warzyw – zaczyna się buntować (po obiedzie na krótki moment rozbolał mnie brzuch). Poza tym zaczęłam przyglądać się paznokciom, wyglądają na zdrowsze, hmmm. Czy ja wariuję, czy to rzeczywiście możliwe, by w tak krótkim czasie poprawiła się ich kondycja? Jakie ty miałe(a)ś doświadczenia? Po jakim czasie zauważyłe(a)ś różnicę? W ostatnich tygodniach nie przyglądałam się dłoniom jakoś zbyt szczególnie, a dziś przykuły moja uwagę. Cera mnie za to niepokoi, pojawiają się pajączki na policzkach i ogólnie nie wyglądam zbyt zdrowo. Przez cały dzień jestem też śpiąca i zamulona, ale to również efekt niewyspania i kiepskiej pogody.

Menu:

  • Śniadanie 9.00 – zielony koktajl
  • Obiad 12.30 – kapuścianka
  • Podwieczorek 16.30 – ogórki kiszone
  • Kolacja 21.00 – jabłko
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 2 l

 

3 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień dziesiąty

Ciężko uwierzyć, że tyle już jestem na poście. Nie wiem, gdzie ten czasu ucieka. Zaczynam zastanawiać się, o czym wkrótce będę ci opowiadać, bo piszę ciągle to samo: dziś czuję się dobrze, nie mam żadnych negatywnych objawów 🙂 Aby była jasność, za kryzysami ozdrowieńczymi nie tęsknię. Oj nie! Mimo wszystko chciałabym ci sprzedać jakiegoś newsa. A tu taka nuda 😉 Waga powoli się stabilizuje, organizm pozbył się nadmiaru wody. Dziurka w pasku od spodni przesunęła się o jedno oczko i nic mnie nie ciśnie. Jeeej! Wczorajszy alarm o buncie żołądka też odwołany, dziś po kapuściance wszystko było w porządku.
Ponieważ mam sporo siły fizycznej i nie czuję się osłabiona, jutro idę na zajęcia fitness rozruszać te „stare kości”. Za oknem leje, niebo pełne błyskawic, więc o bieganiu na świeżym powietrzu nie ma mowy. W taką pogodę nie pozostaje już chyba nic innego, jak tylko napisać kolejnego posta na bloga 😉 Będzie o moim „dzienniczku siostry Faustyny”. Zajrzyj koniecznie, aby dowiedzieć się, co się za tym kryje.

Menu:

  • Śniadanie 9.30 – zielony koktajl
  • Obiad – kapuścianka
  • Kolacja 18.30 – zupa brokułowa, pół grejpfruta
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 2 l

4 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień jedenasty

Nie czuję dziś głodu. Po kolacji te jabłka i marchewkę to jadłam bardziej z łakomstwa. Szczególnie, że wczoraj w węgierskim tesco kupiłam polskie jonagold – moje ulubione – słodziutkie i twarde. Kiedy widzę polskie artykuły w zagranicznych sklepach nie kupuję innych, trzeba w końcu wspierać lokalne produkty. Rosjanie jabłek nie chcieli, to Węgrzy importują 😉 Kiedyś nawet w jakiejś lokalnej sieci sklepów spożywczych (której w Polsce nie widziałam), pojawiło się mleko „Łaciate”, normą są sery, polskie słodkości.
Samopoczucie wciąż w porządku. Myślę, że teraz nie grożą mi już bóle głowy, osłabienie związane z uwalnianiem toksyn, więc zakładam, że jeśli kryzys ozdrowieńczy mnie nie dopadnie, z każdym dniem mogę czuć się tylko lepiej. Póki co zwyżki energii nie widzę. Nie narzekam, bo energia utrzymuje się na stałym poziomie sprzed postu i to też sukces, ale czekam na przypływ dodatkowych sił witalnych.

Menu:

  • Śniadanie 8.00 – warzywa pokrojone w słupki
  • Obiad 13.00 – zupa brokułowa
  • Kolacja 18.30 – kapuścianka, pół grejpfruta, 2 jabłka, 1 marchewka
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 2 l

 

5 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień dwunasty

Dzień spokojny, pracowałam z domu, więc nie musiałam specjalnie gotować. Zielone smoothie z brokułem zapchało mój żołądek na cały dzień, co widać zresztą po jadłospisie – jest troszkę ubogi, a mimo wszystko cały dzień czułam się najedzona. Dosłownie zapchana. Po raz pierwszy zaczęła mnie też zastanawiać liczba spożywanych kalorii w ciągu dnia. Wydaje się, że jem dosyć mało, gdy pomyślę jednak nad tym, co i w jakiej ilości wkładam do blendera, warzyw wychodzi całkiem sporo. Pewnie nie byłabym w stanie wszystkich zjeść na raz, gdyby nie zostały zmiksowane. Póki jednak czuję się dobrze, a efekty widać, smoothie sobie serwuję, bo uwielbiam jego smak.
Ostatnio wspominałam o paznokciach. Widzę zdecydowaną poprawę ich kondycji, więc to nie były moje przywidzenia. Stają się coraz mocniejsze, nabrały też innego koloru. Tylko włosów nie do końca mogę rozeznać 😉 Jeszcze nie doszłam do tego, czy wypada ich mniej, niż przed postem. Myję je natomiast z taką samą częstotliwością jak zawsze (czyli codziennie). Poza tym wszystko okey.

Menu:

  • Śniadanie 10.30 – zielony koktajl
  • Obiadokolacja 17.00 – resztka zielonego smoothie, jabłko, marchewka
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 1.5 l

 

6 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień trzynasty

Skóra. Cera na twarzy nieciekawa. Wygląda, jakbym „jechała” na samych fast foodach. Nie stosuję ani grama makijażu, więc mam wrażenie, że wyglądam jak zombi, choć zazwyczaj i tak podkreślam lekko oko i brwi, bo na podkładach i pudrach się nie znam. Śpieszę jednak zameldować, że nastąpiła znaczna poprawa wyglądu skóry na nogach i rękach. Od kilku dni przyglądam się sobie z naciskiem właśnie na nogi, bo chcę być pewna swoich spostrzeżeń. I jestem. Ku mojemu zdziwieniu skóra przestała być sucha, tak bardzo biała. Wciąż nie jest do końca nawilżona, natomiast porównując jej kondycję do tej sprzed dwóch tygodni, widać ogromną różnicę. Porównuję też swoje doświadczenia z poprzedniego postu i wtedy na suchość bardzo narzekałam do samego końca diety. Spokojnie mogłam pisać po nogach paznokciem. Tym razem po tak krótkim czasie widzę duże postępy :-). Przyznaję jednak – pilnuję, aby wypijać spore ilości wody, minimum 1.5 dziennie, maksimum 2.5 litra (więcej już nie zmieszczę).

Menu:

  • Śniadanie 10.30 – zielony koktajl
  • Przekąska 14.00 – grejpfrut
  • Obiad 17.00 – zapiekanka warzywna, jabłko
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 1.5 l

 

7 maja – dieta dr Dąbrowskiej efekty – dzień czternasty

Coś mi się wydaje, że moim odkryciem tegorocznej diety będą grejpfruty 🙂 Ja, zwolenniczka i miłośniczka słodkości, zjadłam ich w całym swoim życiu może ze dwa. I choć się naprawdę starałam, ciężka to była przeprawa. Wyczytałam gdzieś jednak w relacjach na temat postu bardzo ciekawe wiadomości: grejpfruty są słodziutkie. Yyyy, cooo? Postanowiłam jednak spróbować i… nie jest to mleczna czekolada, ani nawet gruszka, jeśli już mam porównywać do owoców, ale jestem mile zaskoczona. Będę kupować 🙂

Menu:

  • Śniadanie 11.00 – zielony koktajl
  • Obiad 15.30 – zapiekanka warzywna, jabłko
  • Kolacja 18.00 – marchewka
  • W ciągu dnia – woda z cytryną 1.5 l

 

Podsumowując drugi tydzień postu wrażenia mam pozytywne. Zauważyłam kilka dobrych zmian (skóra i paznokcie), jedzenie warzyw mi nie ciąży. Centymetry w pasie powolutku się zmniejszają, czuję się lekko, poranne ćwiczenia sprawiają mi sporo przyjemności. Są rzeczy, które utrzymują się na stałym poziomie: wciąż walczę ze snem (w tej kwestii zdecydowanie czekam na poprawę), samopoczucie, choć dobre, nie różni się od okresu sprzed postu. Myślę jednak, że jak na dwa tygodnie diety nie mogę narzekać i oczekiwać, że wszystko się nagle poprawi i blizna na ręce, i pajączki na nogach znikną (nie sądzę, abym kiedykolwiek się ich pozbyła). Wręcz przeciwnie – patrzę z wielką nadzieją i optymizmem na kolejny – trzeci tydzień diety dr Dąbrowskiej.

 

Podsumowanie drugiego tygodnia w liczbach

Waga: 64 kg
Brzuch: 87 (pomiary wzięte z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
Udo: 54 cm
Łydka: 36 cm

dieta dr Dąbrowskiej efekty

A jak tam u ciebie z poszczeniem? Jesteś w trakcie? Masz zamiar? Niezmiernie zachęcam i do przejścia na dietę, i do podzielenia się wrażeniami w komentarzach na dole. Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi postępami, zarejestruj się w newsletterze, a będziesz otrzymywać co tydzień najświeższe wiadomości. Tymczasem do zobaczenia w następny poniedziałek 🙂


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz