Dieta dr Dąbrowskiej – efekty po tygodniu – NOWA RELACJA


Parę ładnych miesięcy temu postanowiłam, że po raz kolejny rzucę sobie wyzwanie i rozpocznę 6 tygodniową kurację owocowo-warzywną. Uwierz lub nie, czekałam na to od tygodni. Dietę dr Dąbrowskiej bardzo, bardzo sobie cenię, przede wszystkim za to, że tak wspaniale wpływa nie tylko na mnie pod względem fizycznym, ale cieszy mnie to, że poprawia także moją kondycję psychiczną. Stresy ostatnich kilku miesięcy ponownie zaburzyły moje poczucie wartości, jasność myślenia i analizowania rzeczywistości. Dodatkowo sprzyjały niestety wieczornemu zajadaniu się słodyczami i to, co udało mi się wypracować jeszcze 6 miesięcy temu, odeszło w siną dal. Ale nic straconego. Życie przecież polega na podnoszeniu się z „porażek” i cały w tym jego urok.

Dziś bardzo żałuję, że kiedy pierwszym razem byłam na diecie, nie przywiązywałam wagi do tego, by szczegółowo zapisywać zachodzące u mnie procesy ozdrowieńcze. Poza wspomnieniami z jej przebiegu i taką ogólna relacją, którą możesz przeczytać tutaj, nie mogę „pochwalić się” ani zdjęciami przed i po, ani dokładną liczbą utraconych kilogramów, zgubionych centymetrów w pasie. A chciałabym bardzo poznać te numerki. Tym razem korzystając z okazji, że mam swojego bloga 🙂 dokładnie dzień po dniu opiszę wrażenia i efekty. Na blogu pojawią się zbiorcze relacje tygodniowe, podzielone na poszczególne dni. Mam nadzieję, że cię to zaciekawi. Ja bardzo lubiłam wyszukiwać strony bloggerów opisujące przebieg postu, zawsze mnie ciekawiło, jak to wygląda u innych, co im dieta dr Dąbrowskiej dała, w czym pomogła.

Tutaj nie będę już wyjaśniała, czym jest dieta owocowo-warzywna, bo na ten temat napisałam osobny artykuł, który znajdziesz tutaj. Dla zainteresowanych polecam wpis o tym, co warto zrobić przed przystąpieniem do kuracji i jak już wspomniałam wyżej – moją relację z pierwszego postu.

Jeszcze jedno. Poniżej nie przedstawiam wyłącznie suchych faktów i nie skupiam się tylko na diecie, ale opisuję swoje ogólne przemyślenia około-dietowe rodem z pamiętnika nastolatki (posty pisałam każdego dnia na bieżąco). I z góry uprzedzam, będzie też o kupach. Zapnij więc lepiej pasy…

 

24 kwietnia 2017 – dieta dr Dąbrowskiej dzień pierwszy

Stan wyjściowy:
  • Wzrost: 177 cm
  • Waga: 67 kg
  • Brzuch: 92 cm (pomiar wzięty z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
  • Udo: 57 cm
  • Łydka: 37 cm

Sylwetka chłopięca, otyłość brzuszna mocno widoczna. Przy moim wzroście waga niby w porządku (w sensie BMI w normie), jednak spodnie niemiłosiernie opinają mi ciało, aż ciężko chodzić. Jestem napompowana jak balon. Czuję się źle i fizycznie, i psychicznie. Brzuch się z jeansów wylewa, zmuszona więc jestem zakładać luźne swetry, aby ukryć mankamenty sylwetki. Myślę tak sobie, że gdybym choć była na przykład taką klepsydrą albo nawet gruszką, parę kilo więcej tu czy tam nie robiłoby aż takiej różnicy, tłuszczyk rozłożyłby się równomiernie po ciele, a proporcje sylwetki zostałyby mniej więcej zachowane. A ja jak na złość nigdzie tak nie przybieram w centymetrach jak w talii. Wydaję się być przy tym dużo masywniejsza, niż wskazywałaby na to waga.

Telefon zadzwonił o 6.30 i ciężko było wstać. Alarm wyrywał mnie ze snu co 10 minut przez następne pół godziny, aż w końcu się zwlokłam. Wyczekuję momentu, kiedy zacznę się sama budzić o 5 rano pełna energii i chęci do działania, zbyt dobrze jeszcze pamiętam zeszłoroczny post i ten głęboki sen oraz wczesne poranki.

Dzień zaczęłam od wypicia na czczo wody z imbirem i cytryną (0.5 l), następnie wykonałam krótkie, 10-minutowe ćwiczenia na mięśnie brzucha, kąpiel, śniadanie i wyjście do pracy.

Samopoczucie: trudno jeszcze mówić o jakimkolwiek działaniu postu, bo to dopiero pierwszy dzień, więc organizm jeszcze nie reaguje na brak niektórych produktów odżywczych. Poza tym powrót do pracy po urlopie zawsze jest trochę zwariowany. 80 maili do przejrzenia, pracownicy zdają relację z ostatniego tygodnia i człowiek w ogóle nie myśli o jedzeniu. Lekki głód pojawił się dopiero w okolicach 20.00, ale spokojnie wytrzymałam do rana. Poza tym żadnych negatywnych odczuć.

Menu:
  • Śniadanie 8.00 – zielony koktajl
  • Obiad 13.30 – leczo postne
  • Przekąska 17.00 – 3 marchewki
  • Kolacja 18.30 – surówka z marchewki i jabłka
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 2,5 l

 

25 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień drugi

Dzisiejszy poranek wyglądał bardzo podobnie do dnia wczorajszego, pobudka o 6.30, przestawianie budzika do 7.15, następnie szklana wody z cytryną i imbirem, ćwiczenia na wzmocnienie mięśni brzucha, prysznic, śniadanie i wyjście do pracy.

Samopoczucie w porządku, głowa nie boli, nic mi nie dolega. Kiedy pod koniec sierpnia 2016 roku zaczynałam swój pierwszy post, to właśnie dzień drugi był tym najbardziej uciążliwym. Bolała mnie wtedy głowa, byłam śpiąca i rozdrażniona. Dziś czuję się tak, jakbym na diecie w ogóle nie była. Nastrój jest nawet lepszy niż wczoraj i co najważniejsze nie czuję się tak opuchnięta. Może to zasługa postu, a może w końcu porządnie się wyspałam – ponad 9 godzin snu – rzadko mi się zdarza taki luksus. Z wypróżnianiem nie ma problemu ;-).

Menu:
  • Śniadanie 8.00 – zielony koktajl
  • Obiad 13.30 – leczo postne
  • Kolacja 19.00 – surówka z marchewki i jabłka
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 2.5 l

 

26 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień trzeci

Pobudka o 6.00 bez problemów. Pewnie to kwestia tego, że ostatnio wcześniej kładę się spać (wczoraj w łóżku byłam ok 21.00) i mój organizm zaczyna się powoli regenerować. Myślę, że dziś i tak spałam całkiem długo – 8 godzin to wciąż dobry rezultat.

Poranek jak w poprzednich dniach zaczęłam od ciepłej wody z cytryną, krótkich ćwiczeń na mięśnie brzucha. Po śniadaniu wypad do pracy, a tam…. moje wypowiedzenie rzucone na stół (o tym chyba osobny post napiszę). Rano wciąż nie odczuwam wielkiego głodu, brzuch po obudzeniu troszkę mniejszy, więc i samopoczucie okey. Tylko hormony zaczynają szaleć i dają o sobie znać w postaci plamień przed okresem na długo przed planowanym terminem. W toalecie „na dwójce” byłam 3 razy, nie widzę żadnych uchybień od normy. Wieczorem odczuwałam już większy głód niż w dniach poprzednich, mimo wszystko po kolacji nie podjadałam. W łóżku za to jestem znowu o 21.30.  To chyba sprawka postu. Co prawda lubię wcześnie chodzić spać i wstawać skoro świt, ale mam wrażenie, że zmęczenie teraz przychodzi dużo wcześniej.

Menu:
  • Śniadanie 8.00 – zielony koktajl
  • Obiad 13.30 – leczo postne
  • Przekąska – marchewka
  • Kolacja 18.00 – surówka z marchewki i jabłka
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 2.5 l

 

27 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień czwarty

Pobudka o 6.00 kolejny raz bez przestawiania budzika. Spałam dobrze, aczkolwiek wciąż nie jest jeszcze to, co pamiętam z poprzedniego postu. Czasem wystarczyło 5 godzin snu i nadmiar energii aż mnie rozpierał. Sprawa wydaje się być niby oczywistą, ale wtedy po raz pierwszy tak dobitnie i niezaprzeczalnie zdałam sobie sprawę, że jest taki rodzaj snu, który mimo że krótki, jest mnie w stanie w zupełności zregenerować. I ciężko mi go nawet zdefiniować, bo przecież wstaję czasami bez problemu jeszcze przed budzikiem, ale to jednak nie to samo. Mam wrażenie, jakbym wtedy w ogóle nie śniła (a może śniłam i nie pamiętam) i chyba to dawało mi poczucie całkowitej regeneracji. Niestety zazwyczaj w moich snach sporo się dzieje. Mózg na nowo przetrawia w nocy różne zdarzenia z dni poprzednich i nie ma się czasu porządnie zregenerować. Pomimo długiego snu jestem zmęczona.

Rano miałam trochę wolnego czasu, by ugotować obiad do pracy. Po trzech dniach jedzenia tego samego następuje zmiana menu.

Poza tym bez zmian. Pojawiło się lekkie zaparcie, oprócz tego wszystko przebiegało swoim torem bez zakłóceń. Z cerą się nic nie działo. W łóżku byłam ok. 21.30.

Czekam na dzień piąty.

Menu:
  • Śniadanie 8.00 – czerwony koktajl
  • Obiad 14.30 – spaghetti z cukinii z sosem bolognese
  • Kolacja 19.30 – jabłko, reszta czerwonego koktajlu, ok. 0.5 l
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 2.5 l

 

28 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień piąty

Rano po przebudzeniu zaczynam odczuwać coraz większe ssanie w żołądku. Głód pojawia się także późnym wieczorem (ok 21.30). Chyba zbyt mało jem. W ciągu dnia zajęta pracą o jedzeniu nie myślę, ale menu mam ubogie. Poza sporych rozmiarów obiadem kolacja nie jest już tak obfita. Zastanawiam się, jak rozsądnie podejść do tematu, aby nie przesadzić. 3 posiłki dziennie to norma jak dla mnie, obiad mnie wypełnia na parę godzin, ale kolacja już nie za bardzo. Muszę nad tym popracować, choć post to post, póki nie „umieram z głodu”, może nic nie będę zmieniać.

Dziś tradycyjnie nie odczuwałam skutków ubocznych przejścia na dietę, bólu głowy, dziwnych zawirowań. Wygląda na to, że organizm nie jest tak bardzo zanieczyszczony albo nie do końca rozpoczął się proces oczyszczania. Póki co pozbywam się wody – najbardziej widać po kostkach, które przestały być opuchnięte, buty są luźniejsze, brzuch trochę mniejszy. Po jedzeniu wciąż mnie jednak wypycha.

Staram regularnie ćwiczyć mięśnie brzucha metodą małych kroczków, 10 minut, ale regularnie. Ciekawa jestem efektów po 42 dniach. W zależności od tego jak organizm będzie reagował na dietę, pomyślę o powrocie do biegania. Czasem dobrze jest się trochę odstresować.

Poza tym planuję nowe menu na najbliższe dni, zapowiada się smakowicie. Póki co nie przeszkadza mi ani zielone smoothie, ani surówka z marchewki i jabłka. Akurat to rzeczy, które mogłabym jeść każdego dnia.

Menu:
  • Śniadanie 8.00 – zielony koktajl
  • Obiad 12.30 – spaghetti z cukinii
  • Kolacja: 19.00 – surówka z marchewki i jabłka
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 2.5 l

 

29 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień szósty

Pobudka o 7.00. Poranne ćwiczenia odrobione, już dziś niektóre z nich nie sprawiają aż takiej trudności, a ćwiczę dopiero od kilku dni. Woda z cytryną wypita, tradycyjne 0.5 litra.

Wciąż czuję się dobrze, choć dziś ciężko było się najeść sałatką. Rano obkupiłam się w warzywa, lodówka pełna papryki, cukinii, kapusty, sałaty, szpinaku i innych smakowitych warzyw. Całe popołudnie pracowałam nad blogiem, stąd kolacja tak późno i tylko jabłko. Zupełnie zapomniałam o bożym świecie i głodzie. Zjadłam, bo zjeść wypadało. Z pewnością jutro nadrobię.

Jeszcze się nie mierzę – ciekawa jestem rezultatów z tego tygodnia. Po ciuchach widzę, że jest luźniej. Pamiętam pierwszym razem będąc na poście największą różnicę w rozmiarze widziałam właśnie po pierwszym tygodniu. A to była tylko woda.

Menu
  • Śniadanie 9.30 – sałatka warzywna
  • Obiad 13.15 – zielony koktajl, dodatkowo jabłko
  • Kolacja 21.00 – jabłko
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 1.5 l

 

30 kwiecień – dieta dr Dąbrowskiej dzień siódmy

Obudziłam się o 7.00 mimo że poszłam spać około 1.00 w nocy. Pisanie bloga wciąga 🙂 W łóżku leżałam do południa, ciężko było wstać. Cały dzień źle się czuję, być może to rezultat niewyspania, być może oczyszczania. Wolałabym to drugie. Gardło mnie boli, brzuch mnie boli, nie mam siły i energii. Za cokolwiek się wezmę, zaraz to zostawiam i idę zamulać na kanapie. Plus, że udało mi się rano poćwiczyć, choć wymagało to sporo wewnętrznej walki z myślami: zrobić, czy nie zrobić, zrobić czy nie zrobić. W końcu się zmusiłam. Nie mam nawet siły pisać. Oby do jutra, na szczęście dzień wolny od pracy, będzie szansa, aby się dłużej wypocząć.

Menu:
  • Śniadanie: 12.00 – garść kapusty kiszonej + wrapy warzywne
  • Przekąska 15.30 – jabłko
  • Kolacja 20.30 – spaghetti a la bolognese
  • W ciągu dnia – ciepła woda z cytryną 1.5 l

 

Wymiary w centymetrach po tygodniu stosowania diety dr Dąbrowskiej
  • Waga: 65 kg
  • Brzuch: 89 (pomiary wzięte z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
  • Udo: 55 cm
  • Łydka: 37 cm

dieta dr Dąbrowskiej efekty

Twoim zdaniem rezultaty są widoczne? Jakie ty miałe(a)ś doświadczenia po pierwszym tygodniu stosowania kuracji? Czekam na komentarze 🙂


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz