Dieta dr Dąbrowskiej – relacja z szóstego tygodnia. KONIEC


Dzisiejszym wpisem kończę przygodę z dietą dr Dąbrowskiej, tym samym szczegółową relację z jej przebiegu i zamykam temat przynajmniej na następne pół roku. Opisywanie swoich przemyśleń i doświadczeń związanych z postem było dla mnie ogromnym źródłem motywacji. Kiedy nadchodziły kryzysy i niezdrowe jedzenie kusiło na każdym kroku, wiedziałam, że muszę wytrwać, choćby dlatego, że zobowiązałam się opisywać efekty. Każdemu, kto śledził wpisy i wspierał mnie dobrym słowem lub myślą ślę serdeczne „Bóg zapłać”. Dziękuję z całego serca.

Jeśli masz jakiekolwiek pytania odnośnie diety, jej przebiegu lub chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami, zapraszam do dyskusji w komentarzach.

 

29 maj – dzień trzydziesty szósty

Ostatni tydzień, ostatnia prosta. Dziś podróżuję do Budapesztu, pierwsze walizki wywiezione, w piątek czeka mnie kolejny wyjazd do Polski z następną turą rzeczy. Samopoczucie w porządku. W moim organizmie najwyraźniej wszystko się na dobre ustabilizowało, bo nowości brak i szczerze powiem, na nic już nie liczę.

Ciężko dziś tylko było mówić o dobrym śnie, bo człowiek w podróży, szczególnie nocnej, śpi raczej płytko. W pociągu klima włączona na całego, jakbyśmy byli w tropikach. Mimo że przykryta dwoma kocami, w kurtce, wciąż dygotałam. A zmienić ustawień się nie dało.

 

Menu:

  • Śniadanie 10.00 – zielony koktajl
  • Obiad 13.00 – zupa z botwinki
  • Przekąska 17.00 – jabłko, zupa kapuściana
  • Kolacja 18.30 – jabłko
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

30 maj – dzień trzydziesty siódmy

Huh, dziś energia mnie nie opuszczała. Mnóstwo rzeczy miałam ochotę zrobić, mnóstwo rzeczy zrobiłam mimo zmęczenia po podróży. Tylko już na ćwiczenia brakło czasu. Coraz częściej myślę o bardziej hardcorowych zestawach, czymś, co da mi porządny wycisk i wyciśnie ze mnie siódme poty. Póki co wciąż jestem wierna swoim ćwiczeniom wzmacniającym mięśnie brzucha, bo naprawdę je polubiłam i dalej niektóre z nich są dla mnie nie lada wyzwaniem.

Poza tym wszystko w porządku. Cichutko czekam na koniec tygodnia i planuję w myślach, jaki też owoc lub warzywo zjem jako pierwsze, kiedy już będę z postu wychodzić. W zeszłym roku był to banan, teraz stawiam na dojrzałe, słodziutkie mango, które „chodzi za mną” od dłuższego czasu. I nie mogę się doczekać kiedy koło tego postawię koszyk pięknych dorodnych truskawek, bo sezon rozpoczęty.

 

Menu:

  • Śniadanie 10.00 – surówka z marchewki i jabłka
  • Obiad 14.30 – sałatka warzywna, jabłko
  • Kolacja 20.30 – warzywa, 3 jabłka
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

31 maj – dzień trzydziesty ósmy

Poranek dość gorączkowy, więc nie było czasu nawet na śniadanie. Ani też wielkiej ochoty, bo wczoraj sobie pofolgowałam i zjadłam dosyć późno. Oczywiście zapchałam się jabłkami. W pracy od samego rana też sporo się działo, stąd pierwszy posiłek rozpoczęłam od obiadu. Ale za to jakiego, mmmm 😉 Gołąbki warzywne z sosem pomidorowym wyszły pierwsza klasa.

Dziś rozpoczęłam też pakowanie następnych rzeczy do wywozu do Polski. Sprzęty gospodarstwa domowego zdecydowanie zajmują zbyt wiele miejsca, aby nie trzeba było kursować między Budapesztem a miastem rodzinnym co chwilę. Mój tzw. must have, przydatny szczególnie w czasie diety, to blender kielichowy i krajalnica spiralna do warzyw. To zdecydowanie dzięki nim byłam w stanie urozmaicić swoje postne posiłki.

 

Menu:

  • Obiad 13.00 – gołąbki
  • Przekąska 17.00 – grejpfrut
  • Kolacja 19.00 – marchewka
  • W ciągu dnia: woda 2 l

 

01 czerwiec – dzień trzydziesty dziewiąty

Dzień bardzo spokojny pod każdym względem. Ponieważ jutro z samego rana już jestem w podróży i wrócę na Węgry dopiero w poniedziałek wieczorem (już po zakończeniu postu), zafundowałam sobie garść bananów i 2 dorodne mango, które będą czekać na mnie po weekendzie.

Powoli dociera do mnie, że jeszcze tylko kilka dni i zacznie się prawdziwy sprawdzian – powrót do zdrowego odżywiania. Wspominałam już wcześniej, że diety tym razem nie przechodzę tak entuzjastycznie, jak za pierwszym razem, kiedy to uwiodły mnie nowe smaki i byłam niemalże pewna, że do starych nawyków żywieniowych już nie wrócę. Jak bardzo się myliłam, wiem tylko ja sama…

Na szczęście nabrałam dystansu. Wiem, jak łatwo jest wpaść w sidła niezdrowego, przetworzonego jedzenia, jak szybko można się uzależnić od cukru, a jak trudno znaleźć dla siebie optymalny sposób żywienia, który będzie najlepszy dla naszego organizmu. Jeszcze parę lat temu wydawało mi się, że wegetarianizm, a już na pewno weganizm jest gwarantem szczupłej sylwetki. Nic bardziej mylnego. Nie wiedziałam wtedy, że ciastka oreo też są wegańskie, wszystkie te czekolady, choćby nawet o większej zawartości kakao, chipsy tortilla, mogą być równie wegańskie i tak samo sprzyjające tyciu.

W przeciwieństwie jednak to zeszłego roku, tym razem mam zamiar więcej uwagi poświęcić wychodzeniu z postu, przestrzegać zasad wprowadzania poszczególnych produktów, by efekty diety dr Dąbrowskiej utrzymały się jak najdłużej, a ja bym nie musiała po sześciu miesiącach rozpoczynać postu ponownie.

 

Menu:

  • Śniadanie 9.00 – zielony koktajl
  • Obiad 13.00 – faszerowana papryka
  • Kolacja 20.00 – gołąbek, sałatka warzywna + jabłko
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

02 czerwiec – dzień czterdziesty

Dziś cały, ale to dosłownie cały dzień spędziłam w podróży. Pobudka o 5.45, na ćwiczenia nie było czasu. Zaopatrzyłam się jednak w menu podróżnika: zielony i czerwony koktajl oraz mnóstwo surowych warzyw do podgryzania. Do tego lektura „Esencjalisty” Grega McKeowna i 14 godzin jazdy autobusem jakoś udało się znieść bez większego trudu.

Z dobrych wiadomości: brak opuchlizny na nogach po tak długiej podróży to zdecydowanie pozytywny rezultat postu i zrzucenia kilku kilogramów. Coś, co byłoby nie do pomyślenia w innych okolicznościach.

 

Menu:

  • Śniadanie 9.30 – zielony koktajl
  • Obiad 13.00 – warzywa pokrojone w słupki
  • Kolacja 21.30 – jabłko
  • W ciągu dnia: woda 1.5 l

 

03 czerwiec – dzień czterdziesty pierwszy

Przedostatni dzień postu zaowocował przypływem energii, która wygnała mnie z mieszkania na półgodzinną przebieżkę. Było zaskakująco dobrze, co prawda tempo wolne, ale po skończonym biegu nie słaniałam się z nóg, dodatkowo miałam czas na poukładanie sobie wielu rzeczy w głowie. Więc jak na pierwszy raz po paru(nastu?) miesiącach przerwy byłam z siebie bardzo zadowolona. 4 rata temu biegałam codziennie, ukończyłam pół maraton i nie wyobrażałam sobie dnia bez porannego joggingu. Dziś natomiast…. hm…. funduję sobie krótkie ćwiczenia na wzmocnienie mięśni brzucha, by przyzwyczaić się do systematycznego wysiłku. Na regularne bieganie przyjdzie jeszcze czas. Moim ostatecznym celem jest ćwiczyć choć 30 minut każdego dnia, nim to jednak nastąpi, będę się spokojnie bez pośpiechu wdrażać.

 

Menu:

  • Śniadanie 10.00 – sałatka warzywna
  • Obiad 15.30 – zupa kapuściana
  • Kolacja 19.00 – jabłko, grejpfrut, marchewka
  • W ciągu dnia: woda 2.5 l

 

04 czerwiec – dzień czterdziesty drugi

No i stało się. Nadszedł ostatni dzień diety dr Dąbrowskiej, więc pora na krótkie podsumowanie. Było i ciężko, i łatwo😉 Swoje doświadczenia i obserwacje zdecydowanie opierałam na efektach z pierwszego postu. Zaopatrzona w bagaż doświadczeń, bacznie obserwując siebie każdego dnia, często miałam wrażenie, że większych efektów brak, ale nie chciałabym przekreślać tych 6 tygodni. Relacjonując przebieg diety dzień po dniu, postawiłam siebie pod lupą, co może nie było zbyt rozsądne i chyba nie powtórzyłabym tego kolejny raz.

Łatwo było, bo uwielbiam warzywa i nie mam problemu z tym, że musiałam je jeść w tak dużych ilościach rano, w południe i wieczorem. Łatwo było, bo jak zwykle ominęły mnie kryzysy ozdrowieńcze, choć akurat nie wiem, czy to rzeczywiście dobry znak. Łatwo było, bo głodu nie odczuwałam praktycznie wcale między posiłkami, więc mam wrażenie, że organizm przestawił się na odżywianie wewnętrzne i zjadał te obumarłe komórki i złogi białkowe. Nie czułam się też jakoś zupełnie osłabiona mniejszą kalorycznością potraw.

Tym razem jednak zdecydowanie więcej miałam kryzysów związanych z niepohamowaną chęcią na słodkie. Właściwie nie przypominam sobie, by takie kryzysy towarzyszyły mi za pierwszym razem. Wówczas bez problemu odstawiłam słodycze i przypomniałam sobie o nich dopiero po poście. Teraz… eh…. lepiej nie mówić. Wszystko kusiło na każdym kroku. I żeby tylko słodkie. Tu pachniały mi kurczaki, sery, wędliny, na które normalnie nie zwróciłabym uwagi.

Pozytywne efekty: parę centymetrów mniej w pasie, udzie, utrata kilku kilogramów, ponadto zdrowsze, mocniejsze paznokcie, minimalna poprawa cery (być może jestem zbyt ślepa, aby zauważyć coś więcej), lepszy sen, więcej energii z samego rana (budzika nie muszę w końcu przestawiać). W ostatnim tygodniu diety nabrałam większej ochoty na intensywniejsze ćwiczenia. Dodatkowo odkryłam kilka fajnych potraw, które mam zamiar włączyć na stałe do swojego menu. A poza tym to jestem z siebie bardzo dumna, że pomimo wszystkich przeciwności i kryzysów udało mi się dokończyć dietę.

Czego nie udało się osiągnąć: blizna po złamaniu otwartym oraz pajączki na nogach nie zmniejszyły się w ogóle, cellulit nie zniknął, ani się jakoś znacząco nie zmniejszył (bardzo żałuję, szczególnie, że poprzednim razem był efekt WOW), ponadto mimo pierwszych symptomów poprawy kondycji włosów, niewiele się koniec końców zmieniło.

Pod obserwacją wciąż: poziom hormonów – tu zdecydowanie potrzebuję więcej czasu, by określić, czy coś się poprawiło w tej kwestii. Liczę, że wraz z kontynuacją zdrowego sposobu żywienia, będę miała pozytywne wieści. Bo przecież w tym wszystkim chodzi o zachowanie nawyku przygotowywania i jedzenia zdrowych, pełnowartościowych posiłków wolnych od cukru, konserwantów, sztucznych barwników.

 

Menu:

  • Śniadanie 10.00 – sałatka warzywna
  • Obiad 14.00 – zupa kapuściana
  • Kolacja 19.00 – zupa kapuściana
  • W ciągu dnia: woda 2 l

 

Podsumowanie czwartego tygodnia w liczbach:

  • Waga: 63 kg
  • Brzuch: 83 cm (pomiary wzięte z tej najbardziej wystającej części, parę centymetrów poniżej talii)
  • Udo: 49 cm
  • Łydka: 34 cm

 

dieta dr Dąbrowskiej


Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Dieta dr Dąbrowskiej – relacja z szóstego tygodnia. KONIEC"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Marta
Hej! Gratuluje ukonczenia postu i dziekuje bardzo za tak szczegolowe informacje nt postu Dr Dabrowskiej. Bardzo podoba mi sie Twoj blog i sposob w jaki piszesz 🙂 Przymierzam sie, aby tez go sprobowac. Obecnie jem umiarkowanie zdrowo, ale pije alkohol i mam nadprogramowe kilogramy po rzuceniu palenia. Boje sie, ze w moim przypadku bede miala bardzo silne kryzysy. Na poczatek planuje przejsc na diete warzywno owocowa, ale bez ich ograniczenia i odstawic alkohol. Jak mylisz, ile czasu powinnam pociagnac taka diete przed podejscie do diety Dr Dabrowskiej?? A ta swoja droga to bardzo ciekawi mnie co u Ciebie po powrocie… Czytaj więcej »
Paulin.

Nikt ci nie napisał wiec ja zacznę. Gratulacje za dziennik. Wspaniałe napisany. Zachęciłas mnie do przyjrzenia sie tej diecie bardziej niż jakakolwiek inna reklama książki.
Świetne rezultaty. Widzę różnice w zdjęciach porównawczych. Jesteś bardzo inspirujaca. Podziwiam. I będę naśladować.

wpDiscuz