Moje cele na 2018 rok

Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Postanowienia noworoczne czy cele na 2018 rok? Niezależnie od tego, które z tych słów do ciebie bardziej przemawia, warto cele tworzyć, a jeszcze lepiej jest je realizować.

Zauważyłam, że pojęcie „postanowień noworocznych” nabrało negatywnego skojarzenia. To coś, co traktuje się z lekkim przymrużeniem oka. Coś, czego albo w ogóle nie praktykujemy, albo tworzymy, z góry jednak wiedząc, że i tak występują małe szanse na to, aby choć jedno zadanie z listy było regularnie realizowane przez okrągły rok. A cele? No cele to co innego 😉 To coś, co musisz zrobić, a nie co powinnaś zrobić. Coś, co ma konkretny plan działania. Co wykonujesz systematycznie i co musi zakończyć się sukcesem. Przy postanowieniach natomiast jest chęć, powinność, nie ma presji. Ponieważ nie występuje tu groźba przymusu, po trzecim zniechęceniu następuje rezygnacja i… przechodzisz nad tym do porządku dziennego, a wyrzutów sumienia brak. Ot, taka zabawa w psychologię.

Choć oba pojęcia oznaczają dla mnie zupełnie to samo i będę ich używać w tym tekście zamiennie, to jednak niech już będzie: dziś kontynuacja styczniowego cyklu , w którym opisuję moje cele (a nie postanowienia) na 2018 rok. Postanowienia odkładam w kąt. Do przyszłego roku.

O tym, jak definiowanie i realizacja celów wyglądały u mnie w poprzednich latach pisałam w artykule „Jak wyznaczać cele – skuteczne metody i techniki”. Tam podawałam też wskazówki, jak cały proces mógłby/ powinien/ musi (niepotrzebne skreślić) wyglądać, by oddalić od siebie wizję porażki, a cieszyć się zapachem i smakiem sukcesu. Dziś na „żywym organizmie”, posługując się własnymi celami na 2018, przeprowadzę cie przez kilka z tych punktów i pokażę, jak w praktyce przebiegał u mnie proces definiowania celów.

NIC STRACONEGO

Jeśli tak się złożyło, że wciąż nie masz żadnych postanowień lub tylko „suchą listę pobożnych życzeń”, pocieszę cię. Nic straconego. Zacznij tworzyć ją jeszcze raz dziś według proponowanego planu. Po prostu zrób pierwszy krok i pomyśl, co chciałabyś w tym roku osiągnąć i jak zamierzasz tego dokonać. Kiedyś wydawało mi się, że taki kompletny wykaz wraz z planem realizacji poszczególnych punktów powinnam mieć doprecyzowany przed nowym rokiem. Oczywiście tak byłoby najlepiej. Uczestnicząc jednak w webinarach poświęconych tematyce tworzenia postanowień noworocznych, czytając artykuły na blogach, oglądając filmiki na youtubie widzę, jak wiele osób, które a) są dla mnie autorytetem w tej dziedzinie, b) realizują swoje cele c) osiągają spektakularne sukcesy, wciąż w styczniu nad nimi pracuje. Chodzi po prostu o to, aby cele nie tylko mieć, ale także dokładnie wiedzieć, w jaki sposób będziemy je realizować. Oczywiście nie da się zaplanować każdego kroku, ale istnieją sposoby na to, by zminimalizować ryzyko porażki. Plan musi więc być i nie ma się co oszukiwać, że bez niego będzie łatwiej, a pod koniec grudnia narzekać, że postanowienia noworoczne nie działają. Definiowania celów nie można zrobić z doskoku. Potrzeba sporej ilości czasu, zarezerwowanych kilku(nastu) wieczorów, ale wierzę, że praca, którą włożymy w dobre zaplanowanie roku, odpłaci się nam z nawiązką w postaci ukończonych projektów. Tak więc do dzieła :-).

MOJE CELE NA 2018 ROK

Opracowywanie celów rozpoczęłam od wypisania wszystkich rzeczy, które chciałabym zrealizować w tym roku. Dałam się ponieść fantazji i wypisałam dosłownie wszystko, co w danym momencie przyszło mi do głowy. Wizualizowałam swoją przyszłość i zastanowiłam się, co musiałabym zrobić, czego się nauczyć, jaką osobą musiałabym się stać, by moja wizja przyszłości zamieniała się w teraźniejszość. Pamiętałam też o liście napisanym do Św. Mikołaja, choć są w nim punkty, których spełnienie pozostawiam temu świętemu 😉

Na tym etapie nie kategoryzowałam spisanych punktów. Nie układałam ich według mojej hierarchii wartości. Nie myślałam o tym, by obejmowały różnorodne dziedziny życia. Nie formułowałam ich również zgodnie z zasadą SMART(ER). Po prostu pisałam. Mając ukończoną listę w ręku, rozpoczęłam wstępne cięcia i po pierwszej iteracji zawęziłam ją do 20 punktów. Wciąż zbyt wiele jak na moje możliwości, dlatego też cięłam dalej bezlitośnie. Na tym etapie widziałam, że niektóre z punktów wciąż są zbyt ogólne i wymagają doprecyzowania. Niektóre z nich były celami długofalowymi. Wymagały rozłożenia na czynniki pierwsze i podzielenia ich na mini projekty, które mogłabym już w 2018 zacząć realizować. Część postanowień można było jakoś pogrupować.

Pracując nad celami, cały czas pamiętałam o moich marzeniach: kochająca się rodzina, dom z ogrodem, poczucie spełnienia i zadowolenia z życia i siebie. Wizja życia większości Polek, nic wyjątkowego 🙂

CELE NA 2018 ROK – LISTA 10 PUNKTÓW

Po kilku zmianach moje cele na 2018 zawęziłam do 10ciu, wciąż bardzo ogólnych punktów. Oto one:

  1. Otworzyć w tym roku swoją firmę

  2. Nie jeść cukru rafinowanego

  3. Jeść wyłącznie produkty nieprzetworzone

  4. Mieć sześciopak na brzuchu

  5. Odnaleźć pasję i uczynić z niej swój zawód

  6. Wyjechać z mamą na wakacje w tym roku

  7. Wyrobić w sobie nawyk dbania o cerę, włosy i paznokcie

  8. Rozpocząć budowę domu

  9. Zadbać o relacje rodzinne

  10. Rozwinąć bloga

Jak widzisz dużo tego, taki „miszmasz”. Choć…

Tworzenie swojej firmy oraz odnalezienie pasji w życiu poniekąd wiążą się ze sobą. Wiele rzeczy w życiu mnie interesuje, jednak nic tak bardzo, czemu poświeciłabym cały swój czas i energię. Niektórzy już tak mają, że od dzieciństwa wiedzą, co ich „kręci” najbardziej i przez całe życie konsekwentnie realizują wizję z okresu „młodości” (celowo młodość ujęłam w cudzysłów, bo absolutnie nie czuję się staro). A ja na różnych etapach życia lubiłam robić inne rzeczy, co innego mnie interesowało. Moja ścieżka zawodowa też nie ograniczała się do jednego zawodu. Upatrywałam w tym swoją siłę i zaletę. Mogłabym być i księgową, i pracować w szeroko rozumianej obsłudze klienta, i wszędzie byłabym bardzo dobrym pracownikiem. Bo tak już po prostu mam. Poza tym tak zwana kariera zawodowa była daleko w tyle na liście moich życiowych priorytetów, nie przeszkadzało mi więc zajmowanie się różnymi rzeczami. Była robota do wykonania, to się ją po prostu robiło. Po wypaleniu zawodowym (pisałam o tym w porażkach 2017) przyszedł jednak taki moment, że zawodowo chciałabym już robić tylko to, co kocham lub co bardzo lubię. Coś, w czym będę upatrywać wartość i sens, widzieć w tym swoją misję.

Inny punkt z kolei – budowa domu – cel z natury tych wielkich długoterminowych, gdzie na samą myśl o jego realizacji boli mnie głowa, zaczynam piętrzyć trudności i wymyślać wymówki. Czy aby nie porywam się z motyką na słońce? Wiem, że jeśli nie wydarzy się cud, nie pozostaje mi nic innego, jak odłożyć ten plan na lata następne. Mimo wszystko już dziś mogę zastanowić się nad tym, jakie działania dałoby radę wykonać w tym konkretnym roku, by przybliżyć się do realizacji mojego marzenia. Pierwsze, co przyszło mi na myśl to: muszę mieć dobrze płatną pracę. Czyli jednak otwieram własną firmę? (wracam do pozycji pierwszej z mojej 10cio punktowej listy), najlepiej taką, której działania opierają się na tym, czym lubię się zajmować (punkt 5 z listy).

Co ze sprawami osobistymi, tak bardzo dla mnie ważnymi? Tu też jest przecież wiele do zrobienia i poprawy. Pewne wzorce zachowań i relacji rodzinnych przenosi się na własną rodzinę i przyjaciół. By tworzyć więc związki na miarę oczekiwań, muszę już teraz nad kilkoma rzeczami popracować. Nigdy nie wiadomo, ile czasu pozostanie mi na to, by cieszyć się bliskimi, nie chcę więc go marnować na rzeczy dla mnie nieistotne i błahe, a potem żałować tych nieodbytych rozmów, zaniedbanych spotkań.

Myślałam tak nad każdym punktem i zapisywałam przemyślenia. Wypisywałam także powody, dla których dany cel pragnę zrealizować. Poza tym grupowałam, przegrupowywałam, wykreślałam, ustalałam priorytety, listę skracałam. Coś wyrzuciłam, po czym inną rzecz wpisywałam. I tak do momentu, kiedy w moim zeszycie znalazły się 3 najważniejsze na dzień dzisiejszy dla mnie punkty. Piszę na dzień dzisiejszy, ponieważ o pozostałych celach nie zapominam i w miarę możliwości postaram się je w tym roku realizować. Oto one:

MOJE CELE NA 2018 ROK – OSTATECZNA SELEKCJA

Do końca czerwca wypracuję widoczny zarys mięśni brzucha i utrzymam ten stan przez cały 2018 rok, a efekty pracy będę opisywać co miesiąc na blogu.

Każdą niedzielę całkowicie przeznaczam na rozmowy z mamą i babcią. Wyłączam telefon, nie umawiam się na spotkania, odcinam dostęp do internetu, nie pracuję.

W każdy poniedziałek i czwartek będę publikować wpisy na blogu i do końca grudnia powiększę listę subskrybentów do 5 tysięcy osób.

 

Wśród pozostałych celów, które fajnie byłoby zrealizować są:

  1. Wyrobię w sobie nawyk prowadzenia budżetu domowego.

  2. Wyrobię w sobie nawyk regularnego dbania o skórę, włosy i paznokcie.

  3. Powrócę do mojej rutyny prowadzenia dzienniczka siostry Faustyny.

  4. Stworzę kalendarz w formie elektronicznej, jaki sama chciałabym mieć.

 

Możesz się zapytać, dlaczego akurat wybrałam te trzy postanowienia? Przede wszystkim tworzą one grunt pod realizację moich celów długoterminowych. Są także spójne z wizją mojego życia, jakie chciałabym mieć za 10 lat. Ponadto bardzo łatwo było mi wymienić powody, dlaczego cele te są dla mnie ważne. I tak na przykładzie „rodzinnych niedziel”, wypisałam następujące punkty:

Dzięki wspólnym rozmowom poznam bardziej mamę i babcię, historię ich życia, myśli, pragnienia, marzenia, dzięki czemu lepiej je poznam i zrozumiem ich zachowania. Sama dam się lepiej poznać. Zaspokoję potrzebę bliskości. Zbliżymy się do siebie. Dam im poczucie, że są dla mnie bardzo ważne. Pozbędę się wyrzutów sumienia, że żyjąc ze sobą, żyjemy tak naprawdę obok siebie i mało się znamy. Rodzina jest najważniejsza i potwierdzę to zdanie w praktyce, a nie tylko w teorii. Nigdy nie będę żałować, że czegoś im nie powiedziałam, że zbyt mało czasu im poświęciłam.

Powody dla mnie ważne i bardzo emocjonalne. O to tu chodzi. One mają mnie bowiem motywować i mobilizować do działania.

CZY TO JUŻ WSZYSTKO? CO Z INNYMI CELAMI?

Oczywiście dużo więcej pragnę dokonać i pewnie po drodze jakieś inne, dodatkowe cele zrealizuję. Tym trzem wybranym zobowiązuję się jednak poświęcić swój czas i energię. Wszystko inne musi na razie poczekać. Doba ma niestety tylko 24 godziny, a moja podzielność uwagi jest bardzo słaba i ograniczona. Jeśli zrealizuję coś nadprogramowo, na przykład cokolwiek z listy rezerwowej (cele 4-7), będę szczęśliwa, jeśli nie, nic wielkiego się nie stanie, a rok 2018 i tak zaliczę do udanych. Na tym etapie nie chcę się jednak rozmieniać na drobne. Znam już siebie na tyle, by wiedzieć, że im więcej postanowień, tym większa szansa na porażkę. W grudniu chcę świętować sukces, a nie być zmuszoną godzić się z porażką.

cele na 2018 rok

 

Ciebie również zachęcam do wytyczania celów. Jeśli realizacja postanowień noworocznych do tej pory wygląda u ciebie, jak na powyższym obrazku, zmień to w tym roku. Dasz radę. Spróbuj, nic nie tracisz, a wiele możesz zyskać. A swoimi celami pochwal się koniecznie w komentarzach.


Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o