Moje poranne rytuały – czyli jak zaczynam każdy dzień


Bardzo chciałabym celebrować każdy poranek i w ogóle mieć na to czas. Od momentu ukończenia studiów pracuję cały czas na etacie i w zależności od tego, w jakiej firmie byłam zatrudniona i jak daleko miałam z domu do biura, mój dzień zaczynał się o różnych porach i moje poranne rytuały wyglądały trochę inaczej. Na chwilę obecną, aby nie spóźnić się do pracy, z mieszkania wychodzę o 8.30 (lub nie…wtedy się spóźniam). Niby nie jest to wcześnie, ale jakoś nie zostaje mi zbyt wiele czasu na to, aby początek dnia wyglądał tak, jakbym sobie tego naprawdę życzyła.

Moje poranki bywają produktywne, bywają też tragiczne, kiedy nie mogę się ogarnąć. Ponieważ jakoś tak się składa, że wszystko idzie ciągiem przyczynowo-skutkowym, to, w jaki sposób zaczęłam dzień, przekłada się na to, jak sprawy się mają do wieczora. Pozostałe godziny dnia bywają w związku z tym równie wydajne albo tak samo nieefektywne. Jest jednak kilka rzeczy, bez których poranków wyobrazić sobie nie mogę. Są też takie, które pojawiają się raz na jakiś czas, a które na stałe chciałabym wprowadzić w życie albo… których bym się chętnie pozbyła, bo uczepiły się mnie jak rzep psiego ogona i tylko rujnują „idealny” plan dnia. Poniżej więc cała prawda i tylko prawda jak to z porannym rytuałem u mnie wygląda.

Pobudka

Najczęściej wygląda u mnie to tak: budzik dzwoni o 6.30 i do 7.00, najczęściej 7.30 włączam w telefonie drzemkę, która co 10 minut przypomina mi, że warto by wstać. Mój niechlubny rekord to 1.5 godziny wybudzania się i zasypiania co kilkanaście minut. I nie pomaga położenie telefonu daleko od łóżka, bo i tak jestem w stanie wstać, przestawić alarm i iść z telefonem dalej spać. Gdybym była mądrzejsza, mogłabym przecież nastawić budzenie na 7.30 i byłoby po kłopocie, ale z uporem maniaka wierzę, że tym razem swój dzień rozpocznę „normalnie”. Poza tym obawiam się, że nawyk uruchamiania drzemki po prostu wszedł mi w krew i budząc się godzinę później i tak przynajmniej raz złapałabym za telefon i nastawiła budzenie za 10 minut. Aby było ciekawie dodam tylko, że jestem bardziej skowronkiem niż sową i bardzo lubię wcześnie wstawać. W weekendy na przykład nie mam z tym żadnego problemu, normą jest, że wstaję o 7.00 rano i z marszu podnoszę się z łóżka. Kłopotem zawsze są pozostałe dni tygodnia. Moja podświadomość wytwarza chyba swego rodzaju reakcję obronną i stara się mnie uchronić przed wyjściem do biura, co ostatnimi czasy (już od kilkunastu miesięcy) przychodzi mi bardzo, bardzo trudno. Tak więc zdaję sobie sprawę, że kwestia szarpanej pobudki ma związek z obecną pracą i dopóki czegoś nie zmienię w tej kwestii, moje poranki będą wyglądały bardzo podobnie.

poranne rytuały

Dzienniczek siostry Faustyny

Nie wyobrażam sobie, aby dnia nie zacząć od dawki motywacji, która pomoże mi pozytywnie nastroić się na najbliższe godziny. „Dzienniczek siostry Faustyny” nie ma nic wspólnego z oryginałem, to zwykły notatnik/kalendarz, w którym każdego dnia odpowiadam na 3 pytania poranne (między innymi). Uzupełniam go zaraz po przebudzeniu, po to, aby zanim dzień rozpocznie się na dobre, ukierunkować myśli na coś, co standardowo wywołuje uśmiech na twarzy i sprawia, że z samego rana nie atakują mnie stresy dnia codziennego i sprawy, które zazwyczaj w ciągu dnia i wieczorem nie dają mi spokoju. Dziennik prowadzę już od kilkunastu miesięcy (z przerwami) i był to jeden z lepszych i bardziej wartościowych nawyków, który wprowadziłam do swojego życia. Wciąż muszę popracować nad systematycznością wpisów, ale odkąd go uzupełniam, widzę ogromną poprawę mojego samopoczucia, mam lepszy, bardziej pozytywny stosunek do rzeczywistości. Ponieważ poświęciłam mu osobny wpis, tutaj nie będę już opisywała szczegółów i po więcej informacji odsyłam cię do artykułu „jak zmienić swoje życie”.

poranne rytuały

Woda

Wypicie pół litra ciepłej wody z cytryną i imbirem stało się moim „must”. Choćby nie wiem jak kuchnia była zawalona garami i nie chciało mi się do niej zaglądać, wodę muszę wypić. Zaczęło się od diety dr Dąbrowskiej, którą po raz pierwszy przeprowadziłam w sierpniu 2016 roku (napisałam o niej kilka artykułów, do których linki załączę na dole strony, jeśli chiał(a)byś poczytać o niej więcej). W tamtym okresie opierając przez 6 tygodni jadłospis wyłącznie na określonych warzywach, poczułam także potrzebę odpowiedniego, regularnego nawadniania organizmu i tak już zostało do dzisiaj. Powszechnie wiadomo, że woda z cytryną oczyszcza nas z toksyn, przyspiesza trawienie oraz dodaje energii, co zawsze mi bywa potrzebne. Tych kilkanaście minut, kiedy delektuję się jej smakiem, to też czas, gdy pozwalam ciału i głowie na spokojnie się dobudzić. Robię wówczas coś dla siebie, czytam książkę, przeglądam filmiki motywacyjne na YouTube, szukam inspiracji do działania (odkrywam na przykład kogoś, komu udało się spełnić marzenia, kto wreszcie żyje tak jak lubi, robi, to co kocha i mnie się wtedy też bardziej chce). Naładowana optymizmem z większym zapałem wykonuję kolejny rytuał.

Ćwiczenia

Z tym bywa różnie. Jestem osobą, która jeśli nie poćwiczy rano, jest bardzo prawdopodobne, że zrobi „wielkie nic” wieczorem. Póki co od kilku tygodni każdego dnia przez około 10 minut robię ćwiczenia na wzmocnienie mięśni brzucha, ale wierzę, że wydłużę ten czas do pół godziny, a repertuar ćwiczeń poszerzę o coś dodatkowego. Zaczęłam od tak krótkiego czasu, by na razie nie przeciążać organizmu mocniejszym wysiłkiem, szczególnie że aktualnie jestem ponownie na diecie owocowo-warzywnej i nie chcę się zbyt forsować. Poza tym chcę trochę oszukać swoją (pod)świadomość, by powoli, bez wielkich zrywów, przyzwyczaiła się do codziennej dawki ruchu i nie zarzucała mnie myślami typu „ale mi się nie chce”. Moim głównym celem jest jednak powrót do joggingu. Był taki rok, kiedy każdego ranka biegałam ponad 5 kilometrów. Dzień po takiej przebieżce wyglądał zupełnie inaczej, czułam się rześka, szczęśliwa i pełna energii. Dodatkowo bieganie pomagało mi lepiej się odżywiać, w pracy byłam bardziej wydajna, dla ludzi niczym anioł 😉 Miałam wtedy to szczęście, że mieszkałam blisko pewnej wyspy, która jest świetnie przygotowana dla biegaczy, niestety po przeprowadzce w inną część miasta, skończyło się moje bieganie. Obiecałam sobie jednak, że powrócę do sportu na stałe. Chcę jednak zrobić to z głową i nie rzucać się od razu na głęboką wodę.

poranne rytuały

Śniadanie i kawa

Z racji tego, że z pobudką różnie bywa i rano dysponuję niewielką ilością czasu, a wiele rzeczy chciałabym zrobić, bywa, że śniadanie jem niestety w pośpiechu. Rzadko się jednak zdarza, abym w ogóle je pominęła. Nie ma bowiem nic bardziej odżywczego, jak dobry zdrowy posiłek przed wyjściem do pracy. Jeśli mam bardzo, bardzo mało czasu, włączam blender kielichowy i na szybko robię moje ulubione zielone koktajle, które mogę przelać do słoika i popijać w drodze do pracy. Bazą jest głównie szpinak (ostatnio odkryłam jarmuż i też mi bardzo smakuje), do którego dodaję gałązkę selera naciowego, banana lub jabłko, kawałek imbiru, pół ogórka i sok z połowy cytryny. Smak słodko-pikantny – uwielbiam. Jeśli tego czasu mam troszkę więcej, przygotowuję owsiankę z mrożonymi malinami i borówkami. Do tego obowiązkowo kawa z dodatkiem roślinnego mleka, najpierw zmielona w młynku, następnie przygotowana w zaparzaczu. Podana koniecznie w ulubionej niebieskiej filiżance. Moc smaku i aromatu 😉 Kiedy już przygotuję śniadanie i zaparzę kawę, biorę swój dziennik, siadam na łóżku i jeszcze raz spoglądam na zapiski, często też powracam do dni poprzednich i dokonuję małych analiz i podsumowań. Potem już pozostaje wyjście do pracy.

poranne rytuały

Wyjście do pracy

Wiosna za oknem (przynajmniej ta kalendarzowa), wykorzystuję więc ten okres, aby spacerować do pracy (lub ewentualnie z pracy). Zajmuje mi to około 40 minut, w tym czasie ani nie słucham muzyki, ani ostatnio popularnych audiobooków (choć może powinnam). Po prostu idę, spoglądam na ludzi spieszących się do pracy i cieszę oko miastem, które mi trzeba będzie wkrótce opuścić. To jest też dla mnie czas, kiedy afirmuję, czasem zastanawiam się nad życiem i problemami tego świata (bo ja taka myślicielka jestem), myślę o swoich planach i celach, które chcę zrealizować. Po takim spacerze dotleniony organizm na 8 godzin grzęźnie przy biurku i rozpoczyna się dzień jak co dzień.

Bardzo mnie ciekawi, czy moje rytuały się zmienią, kiedy przestanę pracować i na parę miesięcy wrócę do rodzinnego miasta. Mam nadzieję, że żyjąc już bez pośpiechu i stresu, dużo odpoczywając, wykorzystam ten czas na wypróbowanie kilku nowych rzeczy. Chciałabym na przykład zacząć medytować, poćwiczyć jogę, poświęcić więcej czasu na czytanie.

Napisz w komentarzach, jakie są twoje poranne rytuały. Jest coś, co lubisz szczególnie robić o poranku? Moim zdecydowanym faworytem jest moment, kiedy piję wodę i czytam historie ludzi, którzy odnieśli sukces. Wierzę wtedy, że każdy może zrobić to samo, wystarczy trochę determinacji i dużo cierpliwości. Podziel się ze mną swoimi przemyśleniami. Zmotywuj mnie do działania 🙂

Na koniec obiecane linki do artykułów na temat diety dr Dąbrowskiej

 


Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz