Podsumowanie roku 2017 (część 2) – analiza porażek

Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dziś druga część podsumowania ostatnich 12 miesięcy – analiza porażek. Przypomnę, jest to bardzo ważna składowa planowania roku i wyznaczania noworocznych celów, gdzie analizujemy osiągnięcia i porażki, wyciągamy wnioski i w przyszłości (przynajmniej w teorii) nie popełniamy tym samych błędów. Akceptujemy wszystkie potknięcia i tlące się w nas żale, po to, by nie obciążać myśli zaszłościami z przeszłości, nie tworzyć w głowie ograniczających nas przekonań, a w nowym roku skupić się wyłącznie na tym co… nowe.

Sukcesami się już chwaliłam w tym wpisie. Tym razem spowiadam się z porażek i niezrealizowanych planów.

 

Youtube

Myśl o założeniu kanału na youtubie po raz pierwszy pojawiła się 2-3 lata temu. Do tematu podchodziłam wielokrotnie, a 2017 miał być tym, w którym ruszę „z tym koksem”. „Jak nie teraz to nigdy” – myślałam w styczniu 2017. No cóż. Z pewnością nie teraz. Czy nigdy? Poprzedni rok dobitnie mi pokazał, że… „nigdy nie mów nigdy”.

Zamiast youtuba pojawił się blog, co nie było złym posunięciem.

Wciąż uważam, że youtube jest na chwilę obecną najbardziej przyszłościowym nośnikiem informacji. Ze swoim przekazem można dotrzeć do szerszego grona odbiorców niż poprzez bloga. Na tamtą chwilę wydawało mi się także, że łatwiej jest youtube „ogarnąć”, że jest dużo prostszy w obsłudze, mniej czasochłonny niż blog. Po kilkukrotnych próbach nagrywania i opublikowania czegoś, okazało się, że a) mówienie do okienka nie jest dla mnie, b) zajmuje tyle samo czasu, co prowadzenie bloga, c) wymaga pewnej naturalności i swobody w mówieniu, której nie mam, d) wymaga umiejętności, których także nie posiadam (np. prawidłowej emisji głosu, w-y-r-a-ź-n-e-j wymowy, edytowania filmów, operowania światłem, itp). Na ten moment łatwiej mi ze słowem pisanym niż mówionym.

Mimo wszystko było do doświadczenie pouczające. Oglądając siebie w kamerze wyszło, że: zbyt często stosuję przerywniki typy „yyy”, „eeee”, mówię powoli, bardzo ważę słowa, stosuję skróty myślowe i ciężko mnie zrozumieć, często uciekam wzrokiem na boki 🙂

 

Rozkręcenie bloga

Wracając do Polski założyłam, że skupię się wyłącznie na blogu i całą swą energię przeznaczę na jego rozwój. Chciałam się przekonać, czy blogowanie jest rzeczywiście tym, co mnie kręci, w czym się odnajduję tak na co dzień, a nie od święta. Czy sprawia mi to na tyle frajdy i przyjemności, że mogłabym na dłuższą metę pisać regularnie. To miał być też czas prawdy, czy ilość wpisów przełoży się na ruch na blogu oraz czy blogowanie może stać się moim zawodem. Chcę w życiu robić to, co kocham.

Od momentu przyjazdu do Polski, czyli od lipca, aż do grudnia, nie opublikowałam nawet jednego tekstu. Bloga więc nie rozkręciłam. Nie mogę jednak powiedzieć, że marnowałam czas. Regularnie ćwiczyłam, przygotowywałam się do półmaratonu, byłam na kursie vipassany, dużo zwiedzałam, sporo czytałam. Okres błogiego lenistwa i wpatrywania się w sufit po latach pracy też był mi potrzebny. Niczego nie żałuję. Tylko że z decyzją „co dalej z tym życiem” jestem na dzień dzisiejszy w tym samym miejscu, co w lipcu 2017. A czas ucieka, oszczędności coraz mniejsze.

Mimo że nie pisałam, minimalny ruch na blogu się pojawił. Coś się samo zadziało. Ale to zbyt mało, by wyciągnąć lekcję dla siebie i mieć pewność, że blogowanie jest dla mnie, a ja tworzę coś, co ludzie chcą i będą czytać.

Wnioski:

  • Nie przewidziałam, że w Polsce przez dłuższy czas będę chciała tak po prostu nic musieć nic robić. Laptop otworzyłam dopiero po kilku tygodniach. Perspektywa jakiejkolwiek pracy przy komputerze, a tak podchodziłam do tematu rozwoju bloga, studziła mój zapał i ochotę do pisania.

  • Towarzyszył mi też trochę brak motywacji związany z niewielkim ruchem na blogu. W przyszłości nie mogę się jednak tym sugerować, bo dotarcie do szerokiego grona odbiorców wymaga czasu. I systematyczności. Mój blog nie jest też blogiem eksperckim, nie doradzam w nim, jak lokować oszczędności, jak dobrze kupić mieszkanie, jak szybko zarobić, jak otworzyć stronę internetową i gdzie najtaniej kupić torebkę chanel. Automatycznie więc zainteresowanie tym co mam do powiedzenia może być mniejsze. Muszę z tym żyć.

  • Mimo że celu nie udało mi się zrealizować, cieszę się, że miałam tak długi urlop, bo bezapelacyjnie na niego zasłużyłam.

 

Blogmas 2017

Blogmas to czas, w okresie którego od 1-go grudnia do Świąt Bożego Narodzenia blogerzy zamieszczają każdego dnia co najmniej jeden wpis o tematyce świątecznej.

Po kilkumiesięcznej przerwie w blogowaniu upatrywałam w tym doskonałą okazję do tego, by przypomnieć czytelnikom o sobie i powrócić do rutyny pisania. Czułam głód zamieszczania wpisów na blogu.

W pierwszym tygodniu jakoś szło. Potem wyjazd do Budapesztu wybił mnie z rytmu (nie dało się tam popracować w skupieniu). Po powrocie zaczął się przedświąteczny kołowrotek, a ja już nie zmobilizowałam się do powrotu do pisania. W rezultacie zamieściłam raptem kilka tekstów, kolejnych kilka mam rozgrzebanych, kilka prawie dokończonych….

Jeśli mam być szczera, to wstyd mi za siebie. Zobowiązałam się do czegoś publicznie i słowa nie dotrzymałam. Podeszłam do tematu z hurra optymizmem i poniosłam sromotną klęskę. Przepraszam 🙁

Wnioski:

  • 3 razy się zastanów, zanim zobowiążesz się do czegoś.

  • Mierz siły na zamiary. Muszę o tym pamiętać opracowując choćby postanowienia noworoczne. Lista rzeczy do osiagnięcia jest zawsze długa, chęci są, tylko czasu na wszystko brak. Tym razem też bez większego namysłu wzięłam na barki zbyt wiele, zapominając, ile godzin zajmuje publikacja tekstu.

  • Nie jestem w stanie generować wpisów o tak wysokiej częstotliwość. Jeśli najdzie mnie ochota na blogmas 2018, przygotowania do cyklu muszę rozpocząć na długo przed pierwszym grudnia.

  • Kiedy człowiek weźmie na siebie zbyt wiele, nawet publiczna deklaracja nie jest w stanie zmobilizować go do spełnienia obietnicy.

 

Wypalenie zawodowe i rezygnacja z pracy

Nigdy nie przypuszczałam, że doznam wypalenia zawodowego i będą towarzyszyć mi jego klasyczne objawy. Niechęć do wykonywania obowiązków, brak odwagi, negatywizm, chęć ucieczki, kiedy tylko pojawiają się problemy, bezsenność, nerwowość, apatia… to tylko nieliczne symptomy, których doświadczyłam.

Konsekwencją wypalenia okazało się rzucenie wypowiedzenia na stół (ostatecznie skończyło się na urlopie bezpłatnym). Wyjeżdżając z Węgier byłam na tyle wyczerpana i fizycznie, i psychicznie, że odpoczywam już sześć miesięcy i nadal nie wyobrażam sobie, że mogłabym znowu pracować u kogoś na etacie. Na dzień dzisiejszy nie wiem już czy to wciąż zmęczenie, czy strach przed wpadnięciem w tę samą rutynę, czy może już zwykłe lenistwo tak hamuje mnie przed znalezieniem zatrudnienia. Jest to dla mnie nowe zjawisko. Tak w ogóle to lubię pracować i nigdy „nie migałam się” od wykonywania obowiązków zawodowych. Od momentu ukończenia studiów płynnie przechodziłam z jednej firmy do drugiej. Nigdy też nie byłam na L4, nie korzystałam z urlopów na żądanie. Zawsze byłam w grupie tzw. top performerow, po polsku – najlepszych pracowników ;-). I tu taka niespodzianka.

Nie wiem, co mam z tym fantem zrobić. Do pracy iść nie mam siły.

Na ten moment ciężko mi nawet ocenić tę sytuację. Póki co upatruję w niej swoją słabość i niemoc, dlatego traktuję wypalenie zawodowe i rezygnację z pracy w kategoriach porażki. Czasem mam wrażenie, że po prostu się poddałam. Kolokwialnie mówiąc „dałam ciała”. Zamiast piąć się po szczeblach kariery, uwierzyć w siebie i swoje możliwości, dałam się ponieść negatywnym myślom i czarnym scenariuszom. Wbrew temu, co twierdziła moja szefowa, która widziała we mnie przyszłego managera, ja uciekłam, bo nie byłam w stanie dostrzec u siebie tych zalet i wartości, które ona we mnie widziała 🙁

♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠

Potknięć i popełnionych błędów było w 2017 roku znacznie więcej. Wymieniłam tylko te najważniejsze. Niepowodzeń związanych z życiem prywatnym, rodzinnym ci oszczędzę i pozwolę zachować je dla siebie ;-). Chciałam ci jednak w dzisiejszym i poprzednim wpisie pokazać trochę siebie. Ujawnić swoje plany i cele z 2017 roku. Dokonać subiektywnego podsumowania i analizy tego, co mnie spotkało. Podzielić się wyciągniętymi wnioskami. Jednocześnie zachęcam cię do podobnego ćwiczenia. Oczyszcza.


Prześlij dalej nie bądź taka
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o